- Na razie nie jesteśmy jeszcze zdecydowani, czy wprowadzić taki indeks. Badamy zainteresowanie rynku - usłyszeliśmy w biurze PR warszawskiej giełdy. W internetowej ankiecie inwestorzy mogą wyrazić swoją opinię, czy wskaźnik powinien być liczony dla wszystkich obligacji, czy tylko dla papierów o zmiennym albo stałym oprocentowaniu.

- Indeks jest potrzebny wszystkim, którzy lokują pieniądze w obligacje, aby można było porównać rentowność takich inwestycji - twierdzi Jacek Wiśniewski, szef działu prognoz i analiz w banku Pekao. W tej chwili nie ma takich narzędzi. Dlatego uzyskane stopy zwrotu można odnosić tylko do rentowności poszczególnych obligacji. - Ale to nie jest rozwiązanie, bo portfele, np. funduszy inwestycyjnych, składają się z różnych papierów, krótko- i długoterminowych. Poza tym pojawia się problem, jaką dochodowość brać po uwagę: tę, która jest na początku, czy na końcu inwestycji, a może średnią - pyta J. Wiśniewski. Jego zdaniem, potrzebne jest wprowadzenie kilku indeksów, dla różnego typu obligacji. - Powinny one uwzględniać nie tylko ceny z rynku wtórnego, ale również z przetargów - mówi ekonomista. Dodaje jednak, że liczeniem takich wskaźników powinno się raczej zajmować CeTO, bo ceny na tym rynku lepiej odzwierciedlają faktyczną koniunkturę niż notowania z GPW.

W opinii Tomasza Białasa, odpowiedzialnego za inwestycje funduszy GTFI, wskaźniki dla obligacji są potrzebne nie tylko zarządzającym, ale również inwestorom. - Jeśli fundusz określi, jaki indeks będzie punktem odniesienia dla jego wyników, czyli tzw. benchmarkiem, inwestorzy będą lepiej wiedzieli, w co lokowane są ich pieniądze - mówi.

W tej chwili towarzystwa same liczą benchmarki dla swoich funduszy bezpiecznych (niektóre z nich korzystają z "gotowych" indeksów, które publikują m.in. Reuters oraz banki, np. Bank Handlowy czy Merill Lynch). Jest to jednak system mało przejrzysty, bo TFI mogą wybierać te dane, na tle których ich stopy zwrotu wyglądają korzystnie.

Wprowadzenie indeksu raczej nie będzie miało natomiast znaczenia dla firm emitujących swoje obligacje. - Jako punkt odniesienia przy ustalaniu rentowności takich papierów stosuje się raczej konkretne obligacje skarbowe, o podobnym okresie zapadalności - wyjaśnia Marek Chomka, odpowiedzialny za emisje papierów dłużnych w ING BSK.