Przebieg wczorajszej sesji mógł zadowolić każdego niedźwiedzia. Niemal każda informacja, która wczoraj napłynęła na rynek, potwierdzała słuszność gry na spadki. Jeśli zaś sama informacja nie była zła, to zawsze znajdował się powód, by interpretować ją negatywnie.

Po czwartkowej sesji w USA swoje wyniki podało wiele spółek, ale wśród nich były te największe w swoich sektorach. Przykładem może być IBM lub Microsoft. Wyniki obu nie były gorsze od wcześniejszych prognoz, a mimo to ich ceny spadły. Mamy bowiem do czynienia ze zmianą oczekiwań wśród inwestorów. Fakt, że obecnie jest w gospodarce źle, jest ogólnie znany. Wyniki finansowe obrazują to, co już wiemy. W tej chwili niewiadomą jest przyszłość i po wypowiedziach zarządów poszczególnych spółek inwestorzy chcą się przekonać, jaka ona będzie.

Jednak większość przedstawicieli spółek, które ostatnio publikowały swoje wyniki, niewiele dobrego mogło powiedzieć o najbliższej przyszłości. Każde, nawet niezłe, rezultaty finansowe "psute" były przez mało optymistyczne wizje oczekiwań co do wielkości popytu na wyroby danej spółki. Mało pocieszające były także zapowiedzi dotyczące planowanych inwestycji w bieżącym roku.

Dzieła zniszczenia dokonały publikowane w piątek dane makro, dotyczące gospodarki USA. Większy deficyt handlowy, spadek produkcji przemysłowej, gorszy wskaźnik nastrojów to mieszanka typowo niedźwiedzia. Bykom nie udało się obronić luki hossy z początku stycznia, co sprawia, że o wzrostach nie można już mówić. Patrząc na wykres można dojść do wniosku, że zarówno w średnim, jak w krótkim terminie mamy trend boczny. Obecnie wsparciem dla rynku jest wzrostowa linia trendu na 1170 pkt. Jej pokonanie wygeneruje średnioterminowy sygnał sprzedaży.