Ekonomiści bez emocji przyjęli komunikat resortu. - Najważniejsze, że budżet się zbilansował. Zawsze było tak, że poszczególne jego części różniły się w stosunku do planów. To efekt błędów prognostycznych - ocenia Iwona Pugacewicz-Kowalska, główna ekonomistka CA IB Securities.

Rząd najbardziej pomylił się w dwóch przypadkach. Po raz pierwszy, gdy szacował poziom wpływów z PIT. Miało być 26,5 mld zł, jest 24,1 mld zł. Plan wykonano w niespełna 91%. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że stało się tak przez niższą inflację i spadek liczby zatrudnionych. Te czynniki miały bezpośredni wpływ na płace. Na dodatek na całość złożyło się także niezrealizowanie prognozy wpływów z podatku od zysków z niektórych inwestycji kapitałowych.

Jeszcze gorzej było z dochodami z prywatyzacji. Do kasy państwa wpłynęło z tego tytułu 2,2 mld zł, czyli jedna trzecia kwoty zapisanej w ustawie budżetowej.

Niższe od zakładanych były też wpływy z podatków pośrednich. Wyniosły 90,1 mld zł, czyli o ok. 1,1 mld zł mniej, niż planowano. - Podatki pośrednie w sumie wypadły nieźle. Sądziłem, że dziura będzie o ok. 200 mln zł większa - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK.

Mniejsze wpływy zrekompensowały oszczędności na obsłudze długu publicznego. W części krajowej ich koszty wyniosły 20,3 mld zł, a w zagranicznej 3,7 mld zł. Łącznie budżet zaoszczędził na tym ponad 1,2 mld zł. Stało się tak mimo zwiększenia emisji. Wartość emisji bonów skarbowych była o 36,6% większa, niż zakładano. W przypadku obligacji przekroczenie planu wyniosło 6,6%.