Poniedziałkowa publikacja słabych wyników detalicznej części BIG skłoniła wielu inwestorów do wyprzedaży posiadanych papierów tego banku. Te słabe nastroje przerzuciły się także na cały sektor bankowy. Fakt, że ma on dominujące znaczenie w indeksie WIG20 sprawił, że wczoraj mieliśmy do czynienia ze sporym spadkiem wartości tego indeksu. To oczywiście miało swoje odzwierciedlenie w notowaniach kontraktów.

Początek sesji był całkiem spokojny - kontrakty po wzrostowym otwarciu trzymały się wysokich poziomów. Nastroje popsuł dopiero moment rozpoczęcia notowań rynku akcji, gdzie było już widać wspomnianą niechęć do banków. Ceny szybko spadały, by po 14.00 zjechać pod poziom linii trendu wzrostowego. Była to poważna oznaka słabości. Pokonanie tej linii wiązałoby się bowiem z wygenerowaniem sygnału sprzedaży. Można by powiedzieć, że kontrakty wybiły się dołem z formacji trójkąta wznoszącego. Także ci, którym niezapomniana jest formacja głowy i ramion, mieliby też wiele do powiedzenia.

Na szczęście dla właścicieli długich pozycji, ale chyba na nieszczęście dla rynku jako całości, wybicie okazało się fałszywe. Po dobrych danych w USA, ceny na naszym rynku ponownie zaczęły rosnąć. Wzrosły na tyle, by zakończyć notowania ponownie nad newralgicznym wsparciem. Było blisko, ale sygnału nie ma.

Byki mogą się cieszyć, ale patrząc z perspektywy nadal znajdujemy się w trendzie bocznym. Sygnał wybicia mógłby coś zmienić i wykreować trend. Niestety, zabrakło determinacji. Można teraz oczekiwać, że po obronie poziomu wsparcia rynek będzie starał się podejść nieco wyżej. Pierwszym oporem jest piątkowa luka bessy. Istotność tego poziomu potwierdza średnia krocząca, która właśnie w pobliżu tej luki przebiega. Raczej nie należy się nastawiać, by ta luka szybko została zamknięta.