Cena złota jest coraz bliższa poziomu najwyższego od sześciu lat, a niektórzy analitycy wyrażają przekonanie, że wkrótce padnie bariera 375 USD za uncję. Wczoraj cena tego kruszcu przekroczyła w Azji 360 USD, a w Londynie na popołudniowym fixingu za uncję płacono 358,50 USD, wobec 353,80 we wtorek. Złoto drożeje wraz ze zbliżaniem się wybuchu wojny w Iraku. Prezydent Bush znowu zapewnił, że Irak ma broń masowego rażenia i nie zamierza się jej pozbyć, a czas ucieka. Rosyjska agencja Interfax poinformowała, że tamtejsze siły zbrojne pozyskały wiadomość, iż Stany Zjednoczone i ich sojusznicy podjęli już decyzję o zaatakowaniu Iraku w połowie lutego. Nic więc dziwnego, że rośnie cena złota uznawanego za bezpieczną lokatę. Zwłaszcza że nadal słabnie kurs amerykańskiego dolara, a we wtorek znaczne spadki odnotowano na nowojorskich giełdach.
Groźba wojny nad Zatoką Perską powoduje też drożenie ropy naftowej, ale wczoraj cena tego surowca trochę spadła. Pojawiły się bowiem pierwsze oznaki słabnięcia strajku w Wenezueli. Ponad jedna trzecia tamtejszych pilotów tankowców już zgodziła się wrócić do pracy. Ich decyzja może pomóc prezydentowi Chavezowi przekonać 26 tys. pracowników sektora naftowego, by też przerwali strajk. Po południu na londyńskiej giełdzie baryłka ropy Brent z dostawą w marcu kosztowała 30,50 USD, a więc o 24 centy mniej niż na wtorkowym zamknięciu.
Natomiast miedź znowu zdrożała o kilka dolarów. Na Londyńskiej Giełdzie Metali za jej tonę płacono wczoraj po południu 1700 USD, czyli o 9 USD więcej niż we wtorek na zamknięciu sesji. Za tą zwyżką nie stały żadne przyczyny makroekonomiczne czy geopolityczne, ale strajk w meksykańskiej kopalni Cananea.