Bush przemawiał do połączonych izb Kongresu w nocy z wtorku na środę czasu polskiego. Prace nad ostateczną wersją przemówienia trwały do ostatniej chwili. Z przecieków z Białego Domu wynika, że prezydent przedstawił swoje stanowisko, uzasadniające użycie siły wobec Iraku, choć nie przedstawił konkretnego ultimatum.

Przed prezydentem stanęło jednak trudne zadanie uzasadnienia celowości interwencji zbrojnej i obalenia Saddama Husajna. Z ostatnich badań opinii publicznej wynika bowiem, że aż 53% Amerykanów uważa, że Bush nie uczynił wystarczająco wiele, aby wytłumaczyć swoim obywatelom sens nowej wojny. Taką samą opinię wyrażali głośno przywódcy demokratycznej mniejszości w obu izbach Kongresu senator Tom Daschle oraz członkini izby reprezentantów Nancy Pelosi.

Bush chce przekonać społeczeństwo do swojego planu obniżenia podatków o 674 mld USD w ciągu najbliższej dekady. Na razie w skuteczność reformy wierzy zaledwie 1/3 Amerykanów, a prawie połowa obywateli sceptycznie odnosi się także do polityki gospodarczej prezydenta. Senator Daschle ostro sprzeciwia się planowi całkowitej likwidacji podatku od dywidend. - Jego zniesienie nie przyniesie stymulacji gospodarki - stwierdził w przeddzień orędzia. Demokraci mają możliwość zablokowania prac Senatu poprzez stosowanie obstrukcji parlamentarnej. Także prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan uważa, że zniesienie opodatkowania dywidend nie odbije się w żaden sposób na sytuacji gospodarczej kraju. Według "Wall Street Journal", prezes Fed jest także sceptycznie nastawiony do zbawiennych skutków innych punktów programu reformy podatkowej Busha, w tym szybszego obniżania progów podatkowych. Zastrzeżenia wobec skuteczności dalszego uszczuplania dochodów budżetu wyrażali także inni ekonomiści. Generalnym zarzutem wobec propozycji jest wzrost deficytu budżetowego oraz napięć inflacyjnych.

Demokraci proponują alternatywny program cięć podatkowych, który - w odróżnieniu od propozycji Busha - ma dotyczyć tylko jednego roku, a nie całej dekady, i kosztować tylko 141 mld USD.