Na dziennym wykresie świecowym możliwość utworzenia formacji odwrócenia trendu została wczoraj zaprzepaszczona, więc wróćmy do wykresu intraday. Tutaj skala i dynamika przeceny nie pozostawia wątpliwości co do rozkładu rynkowych sił. Mimo to wszyscy zachodzą w głowę, kiedy łapać dołek. Ekstremalnie wyprzedany rynek zawsze w takich wypadkach sowicie wynagradza desperatów... którzy dotrwają do tego dnia.
Zastanówmy się więc, czy ryzyko warte jest teraz świeczki - choćby takiej 50-punktowej. Najpierw warto rozstrzygnąć, czy szukamy średnioterminowego dołka, czy tylko odreagowania wyprzedanego rynku. Patrząc na przewartościowanie spółek i ich perspektywy, nie powinno być wątpliwości, że możemy liczyć jedynie na krótsze lub dłuższe przerwy w bessie. Giełda jednak nie zawsze słucha się ekonomii, więc spójrzmy jeszcze na sytuację techniczną. Tutaj kontrakty mają otwartą drogę do spadku odpowiadającego testowaniu okolic 1060 pkt. przez indeks i zanegować to może dopiero zakrycie ostatniej luki bessy.
Na razie nic temu nie służy, a stale utrzymujący się optymizm wśród inwestorów nie pozwala myśleć o niczym innym niż co najwyżej odreagowaniu. Warto przy okazji przypomnieć niedawny rekordowy optymizm bankowców co do giełdowej koniunktury (Pengab), który budził lęk przy ostatnich szczytach. Zresztą większość rodzimych funduszy pozostaje niewzruszona giełdowym załamaniem, o czym świadczą obroty na ostatnich nerwowych sesjach. Większość dalej utrzymuje wypchane akcjami portfele. Inna sprawa, że dobiłoby to cały rynek, bo nie ma kto odebrać tego "trefnego" towaru. Tak jak duży rynkowy udział OFE jest zbawieniem w czasie wzrostów, tak w czasie bessy staje się ich przekleństwem. Jeśli chodzi tylko o dzisiejszą sesję, to "ustawi" ją jedno wydarzenie - nocne przemówienie Busha.