W tym tygodniu właściciela zmieniło w sumie ponad 1,2 mln walorów Próchnika (12% kapitału). Kurs, który na początku roku sięgał 22 groszy, wzrósł do 62 groszy (180%). Zarząd firmy zwrócił uwagę na rosnące zainteresowanie jej akcjami. "Mamy nadzieję, że zainteresowanie akcjonariuszy zostanie wynagrodzone w postaci szybkiego zwrotu z inwestycji i pomnożeniem kapitału" - możemy przeczytać w specjalnym komunikacie Próchnika.
Próchnikowi szkodziła do niedawna forsowana przed kilku laty przez jego największego akcjonariusza - NFI Piast - strategia budowy grupy kapitałowej. Do tego doszły trudności związane z sytuacją w branży i spadkiem opłacalności przerobu uszlachetniającego, realizowanego dla odbiorców zagranicznych. Efektem były wysokie straty. Spółka stanęła na krawędzi bankructwa. Ostatecznie grupa została jednak zdemontowana, a łódzka firma dokonała gruntownej restrukturyzacji. Firmie do niedawna nie radzącej sobie z obsługą zadłużenia udało się uzyskać zgodę wierzycieli na układ, przewidujący 40-proc. redukcję długów i spłatę reszty w ratach, po rocznej karencji. Jesienią ub.r. układ został zatwierdzony przez sąd. - Jego realizacja nie jest zagrożona - zapewnia nas prezes Katarzyna Suszanowicz.
Działania naprawcze nabierają tempa. Prezes przypomina, że spółka spłaciła w ostatnim czasie przeterminowany kredyt wobec Kredyt Banku oraz podpisała porozumienie z BPH PBK, dotyczące restrukturyzacji zadłużenia w wysokości ponad 4 mln zł. - Porozumienie jest już realizowane. Zapłaciliśmy pierwszą ratę - informuje K. Suszanowicz. Do uregulowania pozostają w tej sytuacji tylko należności wobec ZUS.
Dogadanie się z wierzycielami pozwoliło firmie złapać oddech. Z drugiej strony, jak zapewnia zarząd, Próchnik poprawił skuteczność ściągania należności. Spółka zmniejsza zapasy, wyprzedając swoje produkty. - Oczywiście, cały czas szukamy różnych oszczędności - zapewnia prezes Suszanowicz.
Być może wczorajszy, największy z dotychczasowych, wzrost kursu to efekt informacji o zaawansowanych rozmowach "ze znanym producentem odzieży ze Stanów Zjednoczonych". Miałby on ulokować w Próchniku produkcję od 30 do 100 tysięcy sztuk odzieży rocznie. - To byłby najważniejszy kontrakt dla spółki - przyznaje prezes Suszanowicz. Zwraca jednak uwagę, że firma negocjuje także z innymi kontrahentami. Wraca także do współpracy z przedsiębiorstwami z Zachodniej Europy w zakresie przerobu uszlachetniającego. - Staramy się ograniczyć ryzyko, związane z tego typu działalnością, i zabezpieczyć na wypadek zmian na rynku walutowym. Nie jest wykluczone na przykład, że kontrakt z amerykańskim partnerem nie będzie rozliczany w obcej walucie - mówi prezes Suszanowicz.