Trwające od ponad dwóch miesięcy strajki i akcje protestacyjne, mające na celu odsunięcie od władzy prezydenta Hugo Chaveza, zachwiały gospodarką Wenezueli oraz zagroziły wyczerpaniem rezerw walutowych. Szczególnie niebezpieczne okazało się ograniczenie eksportu ropy naftowej - głównego źródła obcych walut.
Starając się powstrzymać odpływ walut za granicę, rząd wstrzymał 23 stycznia operacje na rynku walutowym. Po dwóch tygodniach zdecydował się jednak anulować ten zakaz i ustalił oficjalny kurs bolivara na poziomie 1,598 jednostki za 1 USD, tj. o 17% wyższym niż przed wprowadzeniem kontroli.
Bank centralny ma ograniczyć podaż dolarów, przeznaczając je przede wszystkim na spłaty zobowiązań oraz import artykułów żywnościowych i lekarstw. Jednocześnie prezydent ostrzegł firmy biorące udział w protestach antyrządowych, że nie otrzymają zgody na zakup obcych walut. Wenezuelscy przedsiębiorcy obawiają się paraliżu handlu zagranicznego, a ich obawy zwiększyła niedawna zapowiedź, że rząd może sam zająć się importem niektórych towarów.
Tymczasem koła finansowe uznały ustalony właśnie kurs bolivara za zawyżony. Eksperci Standard Chartered Bank uważają, że do końca czerwca obniży się on do 1,725 jednostek za 1 USD.
Zdaniem ekonomistów, rezerwy walutowe Wenezueli powinny wynosić ponad 9 mld USD, gdyż tylko wtedy możliwe będą spłaty długu zagranicznego oraz wypłata zarobków pracownikom sektora publicznego. 21 stycznia, tuż przed wprowadzeniem ograniczeń, zasoby dewizowe spadły już do 11 mld USD. Prezydent stwierdził niedawno, że od lutego 1999 r., gdy objął władzę, Wenezuelę opuściło 35 mld USD.