Sesja kończąca ten tydzień nie przyniosła wielu emocji. Obserwowany przez ostatnie miesiące schemat nie pozostał zachwiany. Trochę zmian tuż po otwarciu oraz tuż przed zamknięciem. Impulsem do ożywienia pod koniec notowań były zaskakująco dobre dane dotyczące amerykańskiego rynku pracy.

Notowania zaczęliśmy na małym plusie i po krótkim okresie wahań rynek ustabilizował się w okolicy otwarcia. Transakcje były sporadyczne. Także na kasowym wiele się nie działo. Uwagę graczy przykuły jedynie BRE i ELE po informacji, że bank pozbywa się w końcu trefnego pakietu tej drugiej spółki. Cena znacznie odbiega (jest wyższa) od obecnie notowanej, więc nie dziwi, że ELE przez dłuższy czas był zawieszony. Spółki nie ma już od dawna w indeksie, więc na wartość kontraktów to podziało jedynie pośrednio. W indeksie jest bowiem BRE, który po tej informacji wzrósł.

Po południu były opublikowane dane z amerykańskiego rynku pracy. Odnotowano znaczący wzrost liczby miejsc pracy oraz spadek aż o 0,3 pkt. proc. stopy bezrobocia. Optymizm rynków był jednak ograniczony, podobnie jak ograniczone jest obecnie zaufanie do publikowanych danych makro. Tak znacząca poprawa rodzi obawy, że została wykazana przez "kreatywne" podejście do danych. Efekt jest taki, że poziom zamknięcia sesji niewiele odbiega od otwarcia, a można przypuszczać, że parę miesięcy wcześniej na takie dane reakcja byłaby huraoptymistyczna. Inwestorzy szybko się uczą. Obecnie podejście do inwestycji jest coraz bardziej asekuracyjne. Świadczy o tym niemal nieprzerwany od początku roku odpływ środków z amerykańskich funduszy akcji. W takiej sytuacji optymizm nie jest chyba dobrym rozwiązaniem. Wydaje się, że uczepienie się trendu będzie zdrowsze zarówno dla inwestorów, jak i ich portfeli.