Próchnik doskonale wykorzystał swoje 5 minut. Przyciągnął najbardziej skory do ryzyka kapitał spekulacyjny. Spółce udało się na pewien czas przyćmić gwiazdę LPP, spółki uważanej za lidera branży odzieżowej na giełdzie. Zresztą zaliczenie LPP do sektora odzieżowego jest nieprecyzyjne. Firma nie zajmuje się szyciem ubrań, ale ich projektowaniem i sprzedażą. Produkcję zleca fabrykom na Dalekim Wschodzie, co pozwala jej unikać kosztów utrzymania parku maszynowego i wysokiego zatrudnienia. Tak wygląda w tej chwili światowy standard działania w branży odzieżowej. Stąd m.in. bardzo trudna sytuacja spółek, których koszty stałe obciąża utrzymanie całej machiny produkcyjnej.
Skazani na zagładę?
W raportach analitycznych (np. BDM PKO z października 2002 r.) można przeczytać, że sukces LPP przyciągnie naśladowców. Z pewnością już podobne firmy istnieją, tyle tylko, że nie dotarły jeszcze do publicznego obrotu. Na polskim rynku mogą także pojawić się duże zagraniczne koncerny, które działają na tej samej zasadzie, co LPP.
LPP, głównie dzięki wylansowaniu marki "Reserved", opanowało część rynku odzieży codziennej. Pozostałe giełdowe spółki z tej branży starają się oferować stroje bardziej oficjalne, eleganckie. Można przypuszczać, że w tym segmencie przywiązanie klientów do marki jest większe, zatem trudniej się przebić z nowym produktem. To tylko w niewielkim stopniu chroni Bytom, Próchnik, Vistulę i Wólczankę przed konkurencją firm działających na tej samej zasadzie, co LPP. Szczególnie w okresach spowolnienia gospodarczego, kiedy niezwykle istotnym czynnikiem decydującym o przetrwaniu na rynku jest cena.
Koncentrując się na Próchniku - najcenniejszą rzeczą, jaką ma spółka, jest zapewne marka. Można sobie wyobrazić, że następnym ruchem LPP będzie odkupienie marki Próchnik i dalsza produkcja według swojego przepisu (projektowanie w kraju, wyrób na Dalekim Wschodzie).