Cena ropy naftowej znowu wczoraj wzrosła, gdy uczestnicy rynku poznali raport amerykańskiego Departamentu Energetyki o stanie zapasów tego surowca. Okazało się, że są one najniższe od 1975 r. W minionym tygodniu spadły o kolejne 1,6%, do 269,8 mln baryłek. Większość analityków spodziewała się ich wzrostu w nadziei, że zwiększony wenezuelski eksport dociera już do USA. Tak jednak nie jest i ropa w ciągu minionych trzech miesięcy zdrożała już o 38%, gdyż groźba wojny z Irakiem i długotrwały strajk w Wenezueli zwiększyły obawy, że zapasy niełatwo będzie odtworzyć. Pod koniec sesji na londyńskiej giełdzie paliwowej za baryłkę ropy gatunku Brent płacono wczoraj 32,46 USD, czyli o 9 centów więcej niż na wtorkowym zamknięciu, ale w ciągu dnia cena wzrosła nawet do 32,70 USD.

Natomiast złoto wczoraj znowu dość znacznie staniało w wyniku wyprzedaży tego kruszcu przez inwestorów, którzy chcieli zrealizować zyski z wcześniejszych zakupów. Do takich operacji skłoniło ich oddalenie groźby wybuchu wojny w Iraku, spowodowane kryzysem w NATO. Na popołudniowym fixingu w Londynie za uncję złota płacono 356,30 USD, a więc najmniej od 21 stycznia. W najbliższym czasie większych zmian ceny złota nie należy się spodziewać, nadal bowiem windują ją napięcie wokół Iraku, słabnący dolar, spadające kursy akcji i rekordowo droga ropa naftowa.

Z tych samych powodów, a także ze względu na pogarszające się prognozy ożywienia światowej gospodarki cena miedzi spadła na Londyńskiej Giełdzie Metali poniżej 1700 USD i po południu za jej tonę płacono 1693 USD, wobec 1710 USD na zamknięciu wtorkowej sesji.