Przepisy o rachunkowości, które weszły w życie w 2001 r., zmuszają spółki do ponownego sprawdzenia, ile zapłaciły one za akwizycje, aby móc stwierdzić, czy cena ta była uzasadniona. Jeśli nie, spółka musi odpisać część kwoty przekraczającej rzeczywistą wartość rynkową zakupionego przedsiębiorstwa, a więc część tzw. goodwillu, czyli "wartości przedsiębiorstwa w postaci inwentarza, reputacji i wyrobionych stosunków".
Ubiegłoroczne odpisy były skutkiem spadku wartości akwizycji dokonanych w minionej dekadzie. Niektóre firmy liczą, że ożywienie na giełdach i w całej gospodarce pomoże podnieść wartość przedsiębiorstw, która teraz stanowi zaledwie ułamek ceny, za którą były kupione. Akcje wciąż jednak tanieją również w tym roku, co zwiększa prawdopodobieństwo, że wiele firm będzie musiało nadal borykać się z problemami przejęć, które kosztowały za dużo.
- Jeśli koniunktura giełdowa będzie się pogarszała również w tym roku, to spółki będą musiały znowu dokonać wielkich odpisów, a wtedy analitycy zapytają, dlaczego nie zrobiły tego od razu w ub.r. A to będzie podwójnym ciosem dla kursów akcji, bo inwestorzy będą karali za to te spółki - powiedział agencji Bloomberga Alfred King, wiceprezes Valuation Research Inc., firmy konsultingowej, która pomaga spółkom wyceniać wartość ich aktywów. Indeks Standard & Poor`s w ub.r. stracił 23%, a w tym jego wartość zmniejszyła się już o 5,1%.
Niektórzy analitycy przewidywali, że w ub.r. amerykańskie spółki odpiszą od goodwillu aż bilion dolarów. Okazało się jednak, że obciążenia z tego tytułu sięgnęły ok. 750 mld USD, co też jest jednak olbrzymią kwotą, bo przekraczającą o 10% wartość produktu krajowego brutto Kanady. - Niektóre spółki nie chciały przyznać się do popełnienia błędu i zminimalizowały odpisy lub w ogóle z nich zrezygnowały. Wygląda jednak na to, że te firmy, które przyjęły zdecydowaną postawę w tym względzie, będą w tym roku zadowolone - powiedział King.
Specjalista od rachunkowości w banku Lehman Brothers, Robert Willens, szacuje, że w tym roku odpisy z tego tytułu mogą wynieść kolejne 200 mld USD. Zwiększy to ryzyko niewypłacalności w tym firmach, których umowy kredytowe wymagają utrzymywania na określonym poziomie stosunku zadłużenia do kapitału, a więc wartości netto spółki.