Ropa naftowa staniała wczoraj rano do 32,05 USD za baryłkę, ale po południu jej cena znowu zaczęła rosnąć. Zmiany w obu kierunkach nie były jednak zbyt wielkie. Nie znikła bowiem żadna z przyczyn, które wywindowały ceny na obecny poziom, a powodem pewnego zamieszania na rynku były sprzeczne raporty o zapasach tego surowca w USA. Departament Energetyki poinformował, że te wzrosły one w minionym tygodniu o 3,1 mln baryłek, a więc o 1,2%, a według American Petroleum Institute zapasy surowej ropy zmniejszyły się o 3,3 mln baryłek i są najniższe od 1975 r. Jeszcze bardziej, bo o 4,6 mln baryłek, miały spaść zapasy destylatów, a więc oleju opałowego i diesla, a to na skutek ataku wyjątkowo śnieżnej zimy na północno-wschodnie stany. Po południu baryłka ropy Brent z Morza Północnego w dostawach na kwiecień kosztowała na londyńskiej giełdzie paliwowej 32,15 USD, wobec 32,33 USD na środowym zamknięciu.

Drugi dzień z rzędu drożało wczoraj złoto na skutek ponownego umocnienia się euro i jena wobec dolara, a także w wyniku wzrostu napięcia politycznego na świecie. Groźba wojny z Irakiem nie ustąpiła, a wczoraj inwestorów, zwłaszcza w Tokio, zaniepokoiło wtargnięcie północnokoreańskiego myśliwca w przestrzeń powietrzną Południowej Korei. W rezultacie wzrosła cena kruszcu uchodzącego za bezpieczną lokatę na wypadek konfliktu zbrojnego. Wczoraj na popołudniowym fixingu w Londynie za uncję złota płacono 351,55 USD, wobec 346 USD we wtorek.

Cena tony miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali wynosiła po południu 1658 USD, wobec 1656 USD na zamknięciu wtorkowej sesji.