Ostatnie sesje zaczynają niebezpiecznie przypominać notowania, z jakimi mieliśmy do czynienia rok temu. Chodzi tu zarówno o kierunek ruchu, a raczej jego brak, oraz fakt zmniejszającej się zmienności kursów.
Wspominam ubiegłoroczny "Wielki Marazm", gdyż sądziłem, że rynek już nie wpadnie w podobny stan uśpienia. Obecnie zaczynam się obawiać, czy w tym roku nie będziemy mieli powtórki tego koszmaru. Perspektywa kilku miesięcy wegetacji w oczekiwaniu na rozruszanie rynku wydaje mi się obecnie niezbyt przyjemna. Przypomnę, że w ubiegłym roku większy ruch miał miejsce dopiero z początkiem czerwca (nie licząc jednodniowego wyskoku w maju). Sprawę pogarsza fakt, że niska zmienność sprawia, że z rynku wycofują się kolejni gracze. Albo postanawiają przeczekać do lepszych czasów, albo inwestują pozycyjnie na bazie strategii wielodniowych. Takie zachowanie tylko pogłębia marazm. Ponownie będziemy czekać na kogoś z zewnątrz, kto nas wyrwie z drzemki.
Z technicznego punktu widzenia wczorajsza sesja niewiele wniosła do ogólnego obrazu. Zresztą nie chodzi tu nawet o małą zmienność cen, ale fakt jednej z niższych wartości obrotu na rynku kasowym. Rynek zdominowany przez inwestorów instytucjonalnych odnotował wielkość obrotu, którą jeszcze kilka miesięcy temu z łatwością osiągał w pierwszej godzinie sesji. To efekt tego, że tak wiele zależy od tak niewielu.
Nadal znajdujemy się nad średnią kroczącą, co daje małą nadzieję posiadaczom długich pozycji. Sądzę, że jej ponowne przebicie w konsekwencji sprowadzi nas w okolice wsparć na poziomie ostatnich dołków. Tu można spodziewać się większej aktywności strony popytowej. Grający "od ściany do ściany" będą próbowali zarobić na wahaniach wewnątrz konsolidacji.