Szeptel próbował sam odgrywać pewną rolę w procesach konsolidacyjnych. Kupował akcje Telbanku. Projekt się nie powiódł. - Rozmawialiśmy z Telbankiem nie tylko o powiązaniach kapitałowych, ale i o współpracy na poziomie technicznym. Kiedy się okazało, że Szeptel nie kupi przedsiębiorstwa, a inwestorem w nim będzie Tel-Energo - rozpoczęliśmy rozmowy z tą spółką - informuje prezes Szeptela, Cezary Przybysławski. Udział w konsolidacji niezależnych operatorów dawałby spółce szansę na przetrwanie. Banki nie chciały jej dalej kredytować, a bez pieniędzy nie ma ona możliwości kontynuowania działalności, chyba że sprzeda aktywa, w tym linie światłowodowe. - Jesteśmy przygotowani zarówno na sprzedaż aktywów operatorom telekomunikacyjnym, jak też na wejście do nas dużego inwestora, który byłby w stanie pomóc nam w uporaniu się z zadłużeniem - mówi prezes. Przypomina jednak, że przy opracowywaniu pierwszej koncepcji powołania tzw. Krajowej Grupy Telekomunikacyjnej Szeptel nie był brany pod uwagę ze względu na strukturę akcjonariatu (brak Skarbu Państwa) oraz wielkość i sytuację firmy. - Byłbym więc ostrożny, jeśli chodzi o mówienie o naszym udziale w konsolidacji na poziomie kapitałowym. Chociaż, oczywiście, gdyby się okazało, że Tel-Energo jest naszym akcjonariuszem, byłbym bardzo szczęśliwy - dodaje.

Deklaracja prezesa Arendarskiego o zainteresowaniu Szeptelem wywołała entuzjastyczną reakcję inwestorów. W czwartek kurs szepietowskiej firmy wzrósł o ponad 20%, po raz pierwszy od dawna przekraczając poziom 1 zł. Obroty sięgnęły 3,4 mln zł. W piątek nastąpiło odreagowanie. Notowania spadły o 3%, do 98 groszy. - O tym, że toczą się różne rozmowy, wiadomo od dawna. Gdyby w grę wchodziły jakieś konkrety, banki zapewne nie sprzedawałyby akcji Szeptela w pośpiechu. Kurs mocno się waha, bo Szeptel to ulubieniec spekulantów. Jego sytuacja nie zmieniła się jednak tylko z powodu wypowiedzi prezesa Arendarskiego - ocenia jeden z analityków.