Ubiegły rok grupa Budimeksu zamknęła przychodami na poziomie 2,44 mld zł, co oznacza spadek o 50 mln zł w stosunku do 2001 r. Gorzej było natomiast z wynikiem netto. W 2002 r. strata wyniosła 38,6 mln zł, wobec 26,6 mln zł rok wcześniej. - To efekt pogarszających się marż wynikających z coraz większej konkurencji oraz utworzenia wysokich rezerw na należności trudne i wątpliwe - tłumaczy Marek Michałowski. Prezes zapewnia, że w tym roku wartość takich należności nie powinna rosnąć. Zarząd Budimeksu podkreśla jednak, że nie ma żadnych problemów z płynnością. - Sytuacja finansowa jest stabilna, mamy nadwyżki - mówi Marcin Węgłowski, dyrektor finansowy.
Prezes Michałowski uważa, że w tym roku nie ma co liczyć na oczekiwane ożywienie w budownictwie. Roczną wartość polskiego rynku budowlanego szacuje on na 80-100 mld zł. - Myślę, że rynek spadnie o 5-10% i być może dopiero w 2004 r. regres zostanie zahamowany - mówi. Dlatego celem grupy Budimeksu na ten rok będzie utrzymanie przychodów na niezmienionym w stosunku do 2002 r. poziomie. W innym przypadku możliwe będą dalsze zwolnienia w holdingu, w którym zatrudnionych jest 5,5 tys. ludzi. - Restrukturyzacja, którą przeprowadziliśmy, zakładała, że w tym roku rynek będzie już wzrostowy. Obecnie mamy odpowiednią strukturę do przychodów na poziomie 2,5-3 mld zł - dodaje szef Budimeksu.
Warszawski holding bardzo ubolewa, że do tej pory nie udało się uruchomić programu budowy autostrad, który byłby szansą dla wielu firm budowlanych. - Winiety nie były najszczęśliwszym pomysłem, ale, moim zdaniem, rząd powinien próbować je przeforsować w Sejmie, żeby coś wreszcie zaczęło się dziać w kwestii autostrad - mówi prezes Michałowski.
Budimex nie zamierza w tym roku przejmować innych krajowych firm z branży (z powodu dużych rozbieżności co do ceny zrezygnowano z zakupu spółki zajmującej się budownictwem kolejowym). Bardziej prawdopodobne są natomiast akwizycje pod skrzydłami inwestora strategicznego, Ferrovialu, w Rumunii czy Czechach. Prezes Michałowski zastrzega jednak, że nie ma pośpiechu, bo Hiszpanie tak dobrze radzą sobie na własnym rynku, że nie muszą na siłę prowadzić ekspansywnej polityki.