Poniedziałek przyniósł spadek kursu liry do dolara, który w pewnym momencie osiągnął 5%. Jednocześnie indeks giełdy stambulskiej obniżył się o dopuszczalne 11%, a rentowność obligacji skarbowych z terminem wykupu w końcu stycznia 2004 r. wzrosła o 6 pkt., do przeszło 60%. Spadek kursu tureckiej waluty zdołano przyhamować tylko dzięki interwencji banku centralnego.
Zmiany były reakcją rynków finansowych na odrzucenie przez parlament rządowego wniosku, aby udostępnić USA tureckie bazy wojskowe. W wypadku wojny z Irakiem rozmieszczono by tam amerykańskie oddziały liczące 62 tys. żołnierzy, umożliwiając stworzenie frontu północnego.
Rządowi w Ankarze bardzo zależy na współpracy wojskowej z USA, gdyż kraj ten obiecał w rewanżu kredyty wynoszące 30 mld USD. Pokryłyby one spodziewane straty, które - jeżeli wojna potrwałaby rok - mogłyby sięgnąć 16 mld USD. Pomoc amerykańska pozwoliłaby też rządowi zrefinansować część długu publicznego, odpowiadającego rocznemu pruduktowi krajowemu brutto.
Bez niej nie jest to możliwe, nawet jeżeli Turcja otrzyma od Międzynarodowego Funduszu Walutowego ratę kredytu wynoszącą 1,6 mld USD. Rozmowy w tej sprawie prowadzi teraz w Ankarze misja funduszu. Chcąc zyskać jej przychylność, premier Abdullah Gul zapowiedział dodatkowe oszczędności, gwarantujące w 2003 r. nadwyżkę budżetową. Jest ona bowiem istotnym składnikiem uzgodnionego z MFW programu gospodarczego.
Rząd nie wyklucza złożenia w ciągu dwóch tygodni ponownego wniosku o romieszczenie wojsk amerykańskch. Nie ma jednak pewności, czy zostanie on zaakceptowany. Zdaniem niektórych obserwatorów, może to doprowadzić nawet do upadku obecnego gabinetu.