Centralna Tabela Ofert jest wyjątkowym miejscem. Można na niej "spotkać" bardzo ciekawe przedsiębiorstwa, np. kilka firm komunalnych, a więc z sektora niezwykle skromnie reprezentowanego na rynku publicznym. Jest w tym gronie i producent ciepła, i zakład oczyszczania, i firma dostarczająca wodę oraz odprowadzająca ścieki. Jest też holding, będący wraz z miastem Ostrów Wielkopolski głównym akcjonariuszem wspomnianych spółek. Jego właścicielem jest także Ostrów, ale również - choć wciąż w symbolicznym rozmiarze - mieszkańcy gminy, którzy otrzymali akcje holdingu w ramach zaadresowanego tylko do nich programu uwłaszczeniowego. Spółki mają się nieźle. Ich wyniki nie rosną w oszałamiającym tempie, ale są stabilne - jak na firmy komunalne przystało. Niektóre przedsiębiorstwa systematycznie płacą dywidendę.
Wszystkie spółki przekazały niedawno niemal jednakowo brzmiące komunikaty. Wynika z nich, że nowe władze miejskie postanowiły zmienić politykę wobec firm komunalnych i zapowiedziały, że od bieżącego roku celem przedsiębiorstw nie będzie maksymalizacja zysku. Mają one działać przy "minimalnym poziomie rentowności".
Oczywiście, nie jestem przeciwnikiem istnienia instytucji użyteczności publicznej, które mają za zadanie świadczyć ludności rozmaite usługi z myślą o tym, by robić to jak najlepiej, choć niekoniecznie z zyskiem, zwłaszcza jeśli na zyski widoków nie ma, a mimo to z istotnych powodów konieczne jest zrealizowanie określonych celów, np. w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa, transportu itd., itp. Instytucje te mają więc być użyteczne, co nie musi oznaczać dochodowe - jeśli ich właściciela stać na to, aby dochodów nie przynosiły, a mimo to dobrze działały. Na tej przecież zasadzie funkcjonuje wiele, nawet zbyt wiele, jednostek budżetowych, finansowanych z naszych, stale rosnących, podatków.
Rzecz w tym, kiedy taką politykę można i trzeba stosować. Wspomniane zapowiedzi władz miejskich Ostrowa dotyczą firm, które nie należą w całości do gminy. Trafiły one do obrotu publicznego, w którym każdy może kupić ich akcje. W tym przypadku jest to wprawdzie możliwość raczej teoretyczna, bo koncentracja kapitału i płynność papierów jest taka, że handel nimi jest właściwie niemożliwy, ale nie zmienia to istoty rzeczy. Poza tym spółki mają jednak innych niż miasto i wspomniany holding (który sam również ma być objęty specyficzną zasadą gminnej ekonomii) akcjonariuszy - są to np. podmioty i osoby, które dostały akcje spółek w zamian za przyłączenie do sieci rozmaitych urządzeń i linii. W przypadku holdingu, jak już była mowa, udziałowcami są także mieszkańcy Ostrowa. Dostali majątek, który może stracić na wartości, a w najlepszym razie nie będzie na wartości zyskiwał. Ci wszyscy akcjonariusze - jeśli miasto zostanie przy swoim - mogą pewnie skutecznie oskarżyć władze o działanie na szkodę spółek.
Może to słowo "zysk" budzi taką niechęć władz miejskich? Fakt - jest dla wielu synonimem obrzydliwego, chciwego kapitalizmu. Ciekaw jestem jednak, jaką, w jego zastępstwie, miarę władze Ostrowa będą stosowały do oceny efektywności swoich przedsiębiorstw? Jak zapewnią firmom środki na rozwój i modernizację? Z czego finansować będą rozwój miejskiej infrastruktury? Jakimi źródłami zastąpią gminne wpływy z dywidendy? Czy na wszystko lekarstwem będzie podwyżka podatków? A może urzędnicy zacisną pasa i np. obniżą sobie pensje, dajmy na to, o połowę?