Zmiana pod koniec ubiegłego roku przepisów regulujących opłaty, jakie kluczowe instytucje rynku kapitałowego wnoszą na utrzymanie Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, doprowadziła do ostrego sporu.
7 mln i specjaliści
Najpierw dotyczył on dopłat, jakie GPW i KDPW musiały uiścić w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. W sumie chodziło o ponad 7 mln zł. Pieniądze miały pokryć różnicę między kosztami utrzymania Komisji, wynikającymi z jej budżetu, a kwotą zaliczek przekazanych wcześniej przez instytucje. Nowe regulacje wzbudziły jednak również liczne wątpliwości interpretacyjne. Sprawę, na wniosek Krajowego Depozytu, badali specjaliści z renomowanych kancelarii prawnych. Nie udało nam się dowiedzieć, jakie jest ich stanowisko. KDPW nie zdecydował się na podjęcie innych działań niż zasięgnięcie opinii.
Problem zaliczek
Od początku tego roku najważniejsza jest kwestia wysokości zaliczek, jakie co miesiąc wnoszą KDPW i GPW (chodzi o kwoty rzędu 600-900 tys. zł). Są one obliczane jako ułamek wartości transakcji rynkowych. I w tym tkwił problem. Komisja stała bowiem na stanowisku, że chodzi o wartość transakcji kupna i transakcji sprzedaży papierów (wyraźnie mówiły o tym stare przepisy). Przypominała także, że ani giełda, ani KDPW nie są stronami żadnych transakcji. Giełda jako pośrednik dla domu maklerskiego kupującego akcje, jak i domu sprzedającego walory od obu pobiera prowizję. Podobnie Depozyt, świadczący dla obu usługi rozliczeniowe. GPW i KDPW oceniały, że może chodzić o jedną operację (jej wartość miałaby określać liczba akcji pomnożona przez ich cenę). - Uznaliśmy, że zamysł ustawodawcy był jednak taki, aby opłaty były wnoszone od wartości transakcji kupna i sprzedaży. Nie zmienia to jednak faktu, że przepis nie został jasno sformułowany i mógł budzić wątpliwości - mówi prezes GPW Wiesław Rozłucki.