Zdaniem Anny Świebockiej z Departamentu Koordynacji i Monitorowania Pomocy Zagranicznej w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, Polska nie ma szans na wykorzystanie 100% funduszy strukturalnych przyznanych przez Unię. - Wynika to z prostej przyczyny: nawet jeżeli będziemy mieli odpowiednio przygotowane struktury administracyjne i odpowiednie fundusze na wkład własny, ceny za wykonanie poszczególnych robót w procesach inwestycyjnych ostatecznie będą niższe, niż zakłada się w kosztorysach projektów zgłaszanych do realizacji. Zawsze bowiem jest tak, że w wyniku przetargów uzyskuje się niższe ceny, niż się pierwotnie zakłada - mówi A. Świebocka. Jej zdaniem, sytuację taką mamy już dziś w odniesieniu do pieniędzy z funduszy przedakcesyjnych, np. Phare. Choć Polska wykorzystuje zdecydowaną większość pieniędzy przyznanych nam przez Unię w ramach tego funduszu (ponad 90%), część euro wraca do Brukseli. Część projektów finansowanych z Phare nie mogła być zrealizowana także dlatego, że w przetargach na wykonanie określonych prac nie wyłoniono wykonawców.
Istnieje więc duże ryzyko, że podobnie będzie w przypadku funduszy strukturalnych i funduszu spójności, w ramach których ma do nas trafić 12,4 mld euro w ciągu trzech lat po przystąpieniu do UE. Gdybyśmy zdołali zgromadzić potrzebny do wykorzystania tych pieniędzy wkład własny i tak 600 mln euro może wrócić do unijnej kasy.
Największym zmartwieniem pozostaną jednak środki na wkład własny. Gdy wydawało się, że rządowi uda się przeforsować pomysł wprowadzenia winiet na samochody osobowe, w budżecie brakowało 900 mln euro w latach 2004-2007. Teraz ta dziura jeszcze się powiększyła. Ministerstwo Infrastruktury zakładało, że z ich sprzedaży uzyska nawet 1,5 mld zł. Później prognozy te obniżano, aż wreszcie zatrzymały się na poziomie 800 mln zł wpływów rocznie.