Przed prawie rokiem nowy zarząd Szeptela bardzo krytycznie ocenił działalność poprzedników, wskazując na niegospodarność i rażące błędy w zarządzaniu oraz nadzorze. To miało tłumaczyć fatalne wyniki spółki za 2001 r.
Kto zawinił?
W związku z zarzutami, część menedżerów nie dostała skwitowania z działalności w 2001 roku, a do prokuratury trafiło doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Zgodnie z nim, niektórzy menedżerowie mogli się dopuścić nadużyć i działań na szkodę Szeptela. Którzy? Tego spółka nigdy nie powiedziała wprost. Można było tylko domniemywać, że chodzi o osoby, które nie dostały skwitowania z pracy w 2001 r. W grę wchodzi były prezes Michał Skolimowski oraz byli członkowie zarządu Jagadeswara Rao Maddukuri i Maciej Wąż. Absolutorium otrzymał były wiceprezes Andrzej Wyszyński (w czasie jego rządów firma inwestowała np. w upadający Apexim).
- Zarzuty były całkowicie bezpodstawne. W moim przypadku spółka dopuściła się jawnego szantażu, chcąc w ten sposób wymusić na mnie, abym zrezygnował z roszczeń przed sądem pracy dotyczących odprawy - powiedział M. Skolimowski.
Podstawą pisma do prokuratury był, jak informował Szeptel, audyt przeprowadzony przez nowy zarząd, na czele którego stanął Cezary Przybysławski (niedawno zrezygnował z funkcji) i niezależnej kancelarii prawnej. Spółka chciała, aby prokuratura zbadała m.in. zarządzanie firmami zależnymi, celowość podpisania niektórych kontraktów, w tym na doradztwo finansowe oraz umowy najmu siedziby w Warszawie. - Wciąż współpracujemy z prokuraturą. Niedawno przekazaliśmy jej pakiet dodatkowych dokumentów - poinformował nas Michał Makarczyk, rzecznik Szeptela.