Cierpliwość części posiadaczy długich pozycji wyczerpała się. Piątkowy wyskok cen, do wczoraj nie doczekał się kontynuacji. Ci, którzy otworzyli pozycje pod koniec zeszłego tygodnia w nadziei na rodzący się trend wzrostowy, byli chyba najbardziej zniechęceni. Środa okazała się dla wielu z nich dniem zamykania pozycji.
Przez większość sesji do wybicia było blisko. Ceny kontraktów oscylowały tuż poniżej poziomu piątkowego zamknięcia, ale, niestety, nie było komu pociągnąć ich wyżej. Konsolidacja się przedłużała i nawet pozytywne zachowanie indeksu nie było w stanie tego zmienić. Wydawało się, że gracze na rynku kasowym już podjęli decyzję. WIG20 po krótkim wahaniu wyszedł na nowe szczyty ponad piątkowe poziomy. Nie wzbudziło to wielkiego entuzjazmu wśród graczy na rynku terminowym, co można tłumaczyć ograniczonym obrotem, jaki przy tym wybiciu miał miejsce. Pokonanie ważnego poziomu powinno być potwierdzone obrotem. Jeśli tak nie jest, może to być oznaką, że mamy do czynienia z fałszywym wybiciem. Późniejsze zachowanie indeksu chyba to potwierdza ponieważ w ostatniej godzinie pojawiła się już znaczna podaż. Ceny akcji zaczęły spadać, a indeks powrócił pod piątkowe szczyty. Końcówka była fatalna, co widać na wykresie.
Czy to oznacza, że atak popytu na opór jest już niemożliwy? Oczywiście, że nie, ale już na niego nie można liczyć. Zamknięcie poniżej poziomu 1126 pkt nie jest korzystnym sygnałem, a zły sygnał w momencie, gdy powinny wystąpić kolejne dobre, to dość jednoznaczna przesłanka. Przynajmniej do zamknięcia pozycji. Teraz o wzrostach można myśleć tylko, gdyby ktoś ten rynek popchnął nad 1140 pkt. Fakt, że ostatnio nikogo takiego nie było, może oznaczać, że bliżej nam do spadków.