Cena ropy naftowej oscylowała wczoraj wokół środowego zamknięcia na poziomie 25,21 USD za baryłkę. Na otwarciu londyńskiej sesji spadła o 68 centów, a więc o 2,7%, na wieść, że amerykańskie wojska są już tylko 10 km od Bagdadu. W południe wzrosła o 42 centy, gdyż zaczęło na rynku dominować przekonanie, że zdobycie miasta, a więc obalenie Saddama, może jeszcze potrwać dobre kilka tygodni, a poza tym przez dwa poprzednie dni ropa staniała o 7%. W sumie jednak na wczorajsze notowania wpłynęły dwie informacje o horyzoncie czasowym szerszym niż bieżące doniesienia z frontu. Okazało się po pierwsze, że zapasy w USA wzrosły znacznie bardziej niż prognozowali analitycy - o 6,8 mln baryłek, zamiast 2 mln. Poza tym przez dwa tygodnie wojny nie było ani jednego przypadku zakłócenia dostaw z rejonu Zatoki Perskiej, a tego uczestnicy rynku obawiali się najbardziej. Po południu na londyńskiej giełdzie baryłka ropy gatunku Brent kosztowała 25,25 USD, a więc o 4 centy więcej niż na środowym zamknięciu.

Informacje o powodzeniu wojsk sojuszniczych w Iraku, a zwłaszcza o exodusie mieszkańców Bagdadu o wiele większe wrażenie zrobiły na uczestnikach rynku złota. Do tego doszło umocnienie się kursu dolara wobec euro o 0,5% i trzeci już dzień wzrostu kursów na giełdach akcji. Wszystko to znacznie zmniejszyło atrakcyjność złota jako bezpiecznej czy też alternatywnej lokaty. W rezultacie cena uncji złota z natychmiastową dostawą spadła w Londynie o 3,8 USD, do 325 USD. Złoto było więc wczoraj najtańsze od 11 grudnia.

Cena miedzi spadła o 0,5 USD wobec środowego zamknięcia i tona tego metalu kosztowała po południu w Londynie 1588 USD.