Wczorajsza sesja przypieczętowała to, co w piątek wydawało się wstępnym wybiciem. Wydarzenia, jakie miały miejsce w czasie weekendu, sprawiły, że już na otwarciu kontrakty na WIG20 zyskały 20 pkt. Reszta sesji to powolne zwiększanie tego dorobku.

Sesja zakończyła się 33 pkt nad poziomem zamknięcia poprzedniego tygodnia. Czy to już koniec wzrostu? Chyba za wcześnie na takie wnioski. Oczywiście zawsze po większym ruchu rośnie grupa graczy liczących na złapanie szczytu. Tak było i tym razem. Łapacze górek pokazali się już na początku sesji. W efekcie zamiast spadku LOP, jakiego należało oczekiwać, na początku sesji mieliśmy jego stabilizację. Zamykane stratne krótkie pozycje zostały zamieniane na nowe krótkie. Wiara we wzrosty nie jest zbyt duża. Gdy w dalszej części sesji kursy rosły, rosła także liczba otwartych pozycji. Grono łapaczy jest więc nadal spore. Może to pomóc w kontynuacji trendu. Dalszy wzrost sprawi, że dziś otwierane krótkie pozycje będą zamykane przez zlecenia stop, co ponownie podbije kursy.

Pierwszą przesłanką zakończenia wzrostów będzie obserwowana euforia na rynku wśród graczy na długich pozycjach oraz panika tych związanych z pozycjami krótkimi. Duża zmienność i spadek LOP to pierwsze sygnały osłabienia wzrostu. Dalszymi będą sygnały sprzedaży z przełamaniem poziomów wsparcia na czele. Te muszą się pojawić, jeśli mamy poważnie myśleć o spadkach. Na dziś pierwszym takim poziomem wsparcia jest wczorajsza luka hossy. Jej zamknięcie będzie czytelne dla wszystkich, ale póki jest ona otwarta, o większych spadkach możemy zapomnieć. Mniejsze mogą się pojawić. W końcu w każdym trendzie występują korekty. Ważne jednak, by nie wziąć jednej z nich za odwrócenia trendu. To teoretycznie może nastąpić najwcześniej na 1200 pkt (wynika to z wysokości poprzedniej konsolidacji).