Najwyraźniej inwestorzy zrozumieli, że wpływ drugiej wojny w Zatoce, choć ma spore przełożenie na nastroje gospodarstw domowych, jest ograniczony do wąskiego kręgu sektorów, obejmuje niewielką liczbę państw, a ponadto, nie znajdzie przełożenia na sferę realną w krótkiej perspektywie.
Stany Zjednoczone
Wpływ wojny w Zatoce na gospodarkę pozostaje wciąż dużą niewiadomą. Najlepszym tego dowodem jest czwartkowa wypowiedź szefa Rezerwy Federalnej USA Alana Greenspana w Prezydenckiej Bibliotece Ronalda Reagana. Greenspan powiedział, że: "pełnego wpływu wojny nie poznamy, dopóki się ona nie skończy (...), amerykańska gospodarka jest bardziej skłonna do wzrostu niż stagnacji". Według niego, spadek cen ropy naftowej i poprawa koniunktury na rynkach akcji była następstwem zmniejszenia premii za ryzyko. Trudno się nie zgodzić, jednak tradycyjnie A. Greenspan bardzo powściągliwie wypowiadał się na temat koniunktury w gospodarce. Jedynym bardziej precyzyjnym sformułowaniem było stwierdzenie, że bańka na rynku nieruchomości, której obawia się wielu ekonomistów, to zjawisko jedynie regionalne i nie dotyczy całego obszaru Stanów Zjednoczonych.
Na razie wyniki finansowe amerykańskich korporacji nie potwierdzają optymizmu Greenspana. Początek kwietnia oznacza, że nadszedł czas, kiedy firmy ujawniają swoje osiągnięcia w I kwartale tego roku. W piątek raportował konglomerat General Electric. Mimo że spółka osiągnęła zysk (bez uwzględnienia zmian księgowych) zgodny z przewidywaniami analityków (32 centy na akcję), to był on niższy niż w analogicznym kwartale 2002 roku. Tym samym GE po raz drugi zanotował spadek zysku w ujęciu kwartalnym. To z pewnością powód zakłopotania akcjonariuszy tej gigantycznej spółki, tym bardziej że do IV kwartału 2002 r. koncern przez dziesięć lat imponował poprawą zysków. General Electric jest taką Ameryką w pigułce. Konglomerat dysponuje aktywami, które pracują w różnych sektorach. Słabsze wyniki finansowe w I kwartale nakazują ostrożnie podchodzić do rezultatów, jakie mogą osiągnąć inne firmy amerykańskie. W tym tygodniu jedynie 9 spółek z indeksu S&P 500 zaprezentuje swoje wyniki z okresu styczeń-marzec tego roku. Sezon raportowania na dobre rozpocznie się dopiero w nadchodzącym tygodniu (144 firmy z pięćsetki S&P). Nie należy spodziewać się wyników lepszych od oczekiwanych. Agencja analityczna First Call obliczyła, że wśród prawie 1000 firm, które opublikowały oświadczenia wstępne o wynikach I kwartału, przeważał pesymizm. 58% korporacji uważało, że zyski w tym okresie będą niższe od oczekiwanych przez inwestorów. Wskaźnik pesymistycznych oświadczeń do optymistycznych wyniósł 2,9 (w I kwartale 2002 r. wyniósł 1,7).
Na gruntowną poprawą wskaźników rynkowych nie ma zatem co liczyć. To sprawia, że powojenne wzrosty wydają się co najmniej wątpliwe. Będziemy zapewne świadkami kształtowania trendu horyzontalnego, choć minima jesienne z ubiegłego roku nie zostaną naruszone.