Inwestorzy finansowi olsztyńskiego Stomilu zarzucali Michelinowi transfer zysków z polskiej firmy. Praktycznie od początku wiadomo było, że krajowi zarządzający aktywami chcą wymusić na Francuzach odkupienie posiadanych przez siebie akcji po atrakcyjnej cenie. Mimo to stawiany zarzut był dość poważny i interesujący nie tylko dla akcjonariuszy, ale również organów kontroli skarbowej. W badanie jego prawdziwości zaangażowanych było pięciu audytorów: Arthur Andersen, PricewaterhouseCoopers, KPMG, BDO oraz jako ostatni Deloitte & Touche. Spośród nich najbardziej niekorzystna dla Francuzów była analiza BDO. Nie wywołała ona jednak większych emocji u przedstawicieli Michelina. Potentat branży oponiarskiej twardo bronił swoich racji. Był tak pewny swego, że mogąc rozbić koalicję inwestorów finansowych, oferując niewiele ponad 30 zł za akcję, nie zgodził się dać więcej niż 24,5 zł.

A tu nagle, po kilkunastu miesiącach sporu, wezwanie po cenie 46,5 zł. I to w dodatku ogłoszone po upublicznieniu mocno spóźnionego raportu Deloitte & Touche, w którym odrzucone zostały wszystkie zastrzeżenia inwestorów finansowych. Co się stało, że Michelin tak nagle ogłosił bezwarunkową kapitulację? Czyżby dwa lata bardzo głośnej i szkodliwej dla wizerunku zarówno polskiej, jak i francuskiej spółki wojny, to efekt braku kompetencji władz Michelina i ich polskich doradców? A może branżowy potentat po prostu chciał poprawić stosunki polsko-francuskie, które niedawno zaognił prezydent Jacques Chirac? Byłby to bez wątpienia gest bardzo miły (zwłaszcza gdyby przyłączyła się do niego inna francuska firma, Pernod Ricard, która od początku obecności na naszym rynku wydaje się wyznawcą zasad prezydenta Chiraca). Osobiście wydaje mi się jednak mało prawdopodobne, by taki był motyw działania Michelina. Więc dlaczego? Odpowiedź narzuca mi się niemal automatycznie (zwłaszcza w kontekście spóźnionego o niemal pół roku raportu Deloitte & Touche). Ponieważ jednak nie mam dowodów (a może i racji) pozostanie ona hipotezą na mój wyłączny użytek.

Pomijając więc przyczyny kapitulacji można stwierdzić, że wojna zakończyła się zwycięstwem inwestorów finansowych. Ponieważ walczyli oni pod sztandarami obrońców praw mniejszościowych akcjonariuszy, wydaje się, że sukces powinien cieszyć. Niedawno usłyszałem jednak opinię, że było to pyrrusowe zwycięstwo. Po zastanowieniu, trudno się z nią nie zgodzić. Efektem ubocznym działań funduszy będzie najprawdopodobniej zniknięcie dwóch dużych spółek z warszawskiej giełdy. Wydaje się bowiem mało prawdopodobne, by po wycofaniu z obrotu publicznego Stomilu (wszystko wskazuje, że tak się stanie) Goodyear zdecydował się dalej utrzymywać publiczny status Dębicy. Ubytek na parkiecie dwóch firm tej skali to dla naszej giełdy cios dość poważny. Psuje on smak zwycięstwa w bitwie z Michelinem.