Cała sesja była dość spokojna i tego należało się spodziewać mając na uwadze, że była to ostatnia sesja przed świąteczną przerwą. Nie bez znaczenia był też fakt, że w USA w poniedziałek miały się już odbyć notowania podczas, gdy my będziemy polewać się wodą. Ryzyko pozostawienia otwartych pozycji dla wielu było na tyle duże, że postanowili oni pozamykać posiadane pozycje. Tendencja wyjścia z rynku nasiliła się w ostatniej godzinie handlu. Jeszcze o godz. 15.03 było 22 215 otwartych pozycji, a po fixingu zostało tylko 21 077 sztuk.

Ucieczka z rynku obejmowała oczywiście obie strony, ale inicjowali ten proces gracze posiadający krótkie pozycje. To dzięki nim ostatnia godzina notowań znacznie odbiegała od reszty sesji. Zdecydowanie wzrosła zmienność. Warto zauważyć, że o godz. 15.00 kontrakty notowały wartości zbliżone do minimum sesji, by po godzinie zaliczać maksima. Skąd taka nagła zmiana nastrojów? Można przypuszczać, że złożyło się na to kilka powodów. Po pierwsze niedźwiedzie już nie były w stanie zbić cen poniżej 1117 pkt. To umożliwiło rozpatrywanie ewentualnej formacji podwójnego dna. Po drugie, gdy kursy zaczęły powoli rosnąć, dla coraz większej grupy graczy stawało się jasne, że ostatnie minuty sesji będą odbiegać od ostatnio obserwowanego schematu "końcowej słabości rynku". Można się wreszcie zastanowić, czy ktoś wcześniej nie znał dość dobrych danych o dynamice produkcji przemysłowej podanych o godz. 16.00, które to dane wyciągnęły ceny już na samym fixingu do 1134 pkt.

Tak naprawdę powód jest rzeczą drugorzędną. Z technicznego punktu widzenia można przyjąć, że czwartkowa końcowa ucieczka posiadaczy krótkich pozycji może zapoczątkować nieco większy wzrost cen. Na razie wydaje się, że będzie to coś więcej niż tylko korekta. Do tego potrzebny jest kolejny spadek i test linii trendu wzrostowego.