Nieco przedłuża się formowanie przez główne zachodnie rynki akcji szczytu zwyżki, rozpoczętej 12 marca. Dosyć znaczące cofnięcie się wcześniejszego optymizmu na rynku amerykańskim widoczne w badaniu Investors Intelligence z tego tygodnia (liczba byków spadła z 50,6 do 42,7%, liczba niedźwiedzi wzrosła z 30,3 do 34,8%), jak również "przepełznięcie" przez S&P500 i Nasdaq Composite przez marcowo-kwietniowe szczyty, mogło z pewnością spowodować pewien popłoch w obozie pesymistów. Jednakże słabość rynków azjatyckich (SARS), wyraźna utrata dynamiki zwyżki na giełdach zachodnioeuropejskich, a przede wszystkim trwająca od 7 kwietnia całkowita niezdolność naszego rynku do uczestniczenia w tym ożywieniu (przy utrzymującym się optymizmie rynku kontraktów) pozwala nadal podtrzymać założenie, że po zakończeniu w przyszłym tygodniu formowania szczytu, maj przyniesie kolejną rundę globalnego osłabienia.

Po oczekiwanym słabym poświątecznym odbiciu czwartkowy spadek doprowadził do naruszenia przez WIG20 linii 1,5-miesięcznego trendu wzrostowego. Zapewne już w piątek rynek podejmie próbę obrony tego wsparcia, ale nadal można zakładać, że krótkoterminowy opór w strefie 1130-1140 pkt nie zostanie pokonany, a w maju testowana w czwartek linia trendu wzrostowego zostanie definitywnie przełamana.

Ostania słabość naszego rynku wobec giełd zachodnich - względna siła WIG20 do S&P500 spadła do najniższego poziomu od 7 miesięcy - może być tłumaczona wpływem lokalnych czynników takich jak np. spodziewana duża podaż akcji banków. Spoglądając jednak z szerszej perspektywy warto zauważyć, że w ciągu minionego półtora roku względna siła WIG20 do S&P500 przewędrowała całą szerokość sugestywnego 9-letniego kanału trendu i znalazła się w podobnej sytuacji jak w latach 2000, 1997 i 1994 sugerując relatywne przewartościowanie naszego rynku względem świata. Wydaje się zatem, że nadeszła pora by powoli zacząć przyzwyczajać się do myśli, że przez następne 1-2 lata rynki zachodnich krajów rozwiniętych okażą się relatywnie lepszą lokatą kapitału niż akcje krajowe (czy szerzej rynki "emerging markets").