Ale jeżeli PKN Orlen zrezygnuje z usług Naftobaz, to spółka ta nie przetrwa.
Rzeczywiście, jeżeli Orlen tak postawi sprawę, to aktywność Naftobaz bardzo się skurczy. Mamy to na względzie. Nie jesteśmy jednak w sytuacji bez wyjścia.
A jakie jest wyjście?
Jest kilka - głęboka restrukturyzacja Naftobaz, ewentualnie dopuszczenie PKN Orlen do ich prywatyzacji. Ale dopiero w drugim etapie prywatyzacji.
Czy to powstrzyma płocki koncern przed próbą tworzenia własnej sieci dystrybucji, zwłaszcza że usługi Naftobaz są dosyć drogie?
Zapewniam Panią, że największe koncerny paliwowe jak BP czy Shell nie mają własnej struktury logistycznej. Korzystają z usług wyspecjalizowanych firm. Myślę, że akcjonariusze PKN Orlen nie zgodzą się na budowę własnej sieci dystrybucji. Takie projekty są po prostu nierentowne. A odnośnie cen usług świadczonych przez Naftobazy - są rzeczywiście wysokie. Wynikają z przeszłej monopolistycznej pozycji spółki, ale mam nadzieję, że wkrótce będziemy mieli do czynienia z ich spadkiem.
Na wniosek resortu skarbu i Nafty Polskiej do rady nadzorczej PKN Orlen został powołany Jacek Bartkiewicz, prezes BGŻ. Czy mają Państwo zastrzeżenia odnośnie polityki kosztowej płockiej spółki?
Będziemy to oceniać na podstawie raportu rocznego spółki.
Myślałam, że obowiązkiem rady nadzorczej jest bieżące monitorowanie sytuacji finansowej spółki, a nie opiniowanie gotowych dokumentów?
Na bieżąco zajmuje się tym komitet audytowy, w skład którego wchodzi trzech członków rady nadzorczej.
Domyślam się jednak, że docierają do Państwa wypowiedzi analityków, które coraz wyraźniej wskazują na zbyt ekspansywną politykę inwestycyjną Orlenu.
Nie dziwię się, że firmy ratingowe czy analitycy zaczynają się zastanawiać nad rentownością kolejnych projektów PKN Orlen.
Na czym więc, Pańskim zdaniem, powinien się koncentrować PKN Orlen?
Na sprzedaży i produkcji.
Na produkcji? Moce przerobowe spółki wynoszą prawie 18 mln ton paliw rocznie, podczas gdy wykorzystywanych jest zaledwie 13 mln ton.
Koncentrować się na produkcji, to znaczy nie inwestować kolejnych 200 czy 300 mln dolarów w instalacje. PKN Orlen może np. za 20 mln dolarów kupić udziały w gdańskiej instalacji zgazowania ciężkich pozostałości po przerobie ropy naftowej, tzw. IGCC. Rozwiązany zostałby w ten sposób identyczny problem płockiego koncernu.
Jaką ma Pan receptę na wybrnięcie PKN Orlen z sytuacji przerostu mocy produkcyjnych?
Zwiększyć sprzedaż eksportową.A jeżeli dojdzie do połączenia płockiej firmy z Rafinerią Gdańską?
Wtedy wystarczy "rozepchnąć się" na polskim rynku.
Jest Pan przewodniczącym rady nadzorczej w PKN Orlen. Jeden z dyrektorów w Nafcie Polskiej jest przewodniczącym rady nadzorczej Rafinerii Gdańskiej. Czy nie dostrzega Pan konfliktu interesów w przypadku ewentualnego połączenia tych spółek?
Nie uczestniczę w tych punktach obrad rady nadzorczej PKN Orlen, które dotyczą połączenia z Rafinerią Gdańską.
Ale konflikt interesów nie dotyczy tylko prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej. Chodzi np. o budowę instalacji IGCC. Nafta Polska, godząc się na taką inwestycję, w wyniku której wzrosną moce przerobowe RG, działa na niekorzyść PKN Orlen.
Proszę zauważyć, że IGCC wychodzi również naprzeciw potrzebom płockiego koncernu.
Na ostatnim walnym zgromadzeniu akcjonariuszy płockiej spółki Nafta Polska nie zgodziła się na wydłużenie kadencji zarządu z trzech do pięciu lat. Czy oznacza to, że pomiędzy NP a zarządem PKN Orlen istnieje konflikt?
To nie jest kwestia konfliktu. W zarządzie Nafty Polskiej była duża rozbieżność na temat decyzji - zgodzić się na wydłużenie kadencji czy nie. Część zarządu była zdania, żeby nie przedłużać kadencji i rozliczać zarząd PKN Orlen co roku. Część z kolei twierdziła, że wydłużenie kadencji do pięciu lat nie ma znaczenia. Ostatecznie zdecydowaliśmy się nie wprowadzać żadnych zmian w tym zakresie. Jeżeli zarząd spółki wykaże się przez trzy lata, może zostać powołany na kolejne trzy.
Co stałoby się z Rafinerią Gdańską, gdyby nie została przejęta przez PKN Orlen?
Opracowaliśmy oczywiście taki wariant. Zakładamy w nim umocnienie grupy Lotos, do której weszłyby również trzy rafinerie, znajdujące się na południu Polski oraz firma wydobywcza Petrobaltic. To byłoby na początku.
A później?
Jednym z rozwiązań mogłaby być dalsza koncentracja polskiego sektora naftowego, ale już na innych warunkach.
Jakich?
Współpracy, a nie przejęcia.
Jak Pan ocenia sytuację spółek polskiego sektora naftowego, poza PKN Orlen?
Bardzo dobrze wygląda sytuacja samej RG. Nowy zarząd spółki dostał do zrealizowania ambitne zadania i świetnie sobie z nimi radzi. Rafineria Gdańska zarobiła w zeszłym roku 100 mln zł na poziomie netto, a pierwsze miesiące tego roku pokazują, że firma utrzymuje się w rosnącym trendzie. Natomiast jeżeli chodzi o rafinerie w Jaśle, Gorlicach i Czechowicach, to sytuacja nie wygląda najlepiej. Jeżeli okazałoby się, że PKN Orlen przejmie RG bez rafinerii południowych, to firmy te mogą się znaleźć w dramatycznej sytuacji.
Już kilka lat temu w Nafcie Polskiej pojawił się pomysł wygaszenia przerobu ropy naftowej w południowych rafineriach. Dlaczego do tej pory tego nie zrobiono?
Dla tych spółek rzeczywiście będziemy starali się wykorzystać ich niszowe specjalizacje, nie związane z przerobem ropy naftowej. Np. produkcję parafin w Jaśle. Spółki specjalistyczne, powstałe na bazie tych rafinerii, byłyby dosyć szybko prywatyzowane.
Dziękuję za rozmowę.