Cena ropy naftowej aż do popołudnia utrzymywała się w Londynie na poziomie wtorkowego zamknięcia. Zaczęła rosnąć tuż przed godz. 17.00, gdy amerykański Departament Energetyki poinformował o niespodziewanym spadku zapasów w Stanach Zjednoczonych. Analitycy spodziewali się wzrostu zapasów i to o ponad 2 mln baryłek, tymczasem w minionym tygodniu spadły one o 800 tys. baryłek do 287,2 mln. Są więc o ponad 12% mniejsze od pięcioletniej średniej dla tej pory roku. A już w ostatnim tygodniu maja na dobre zaczyna się w USA okres urlopowy, co powoduje wzmożony popyt na benzynę. Stany Zjednoczone zużywają 12% światowej produkcji tego paliwa. Na londyńskiej giełdzie paliwowej za baryłkę ropy z dostawą w czerwcu płacono po południu 24,10 USD, a więc o 53 centy więcej niż na wtorkowym zamknięciu.
Miedź drożała wczoraj nawet o 21 USD na tonie, co było wynikiem wtorkowego spadku kursu dolara wobec euro do poziomu najniższego od czterech lat. Po południu za tonę tego metalu z dostawą za trzy miesiące płacono na londyńskiej giełdzie już jednak 1610 USD, a więc o 17 USD więcej niż dzień wcześniej, bo euro osłabło w ciągu dnia po opublikowaniu danych o wzroście bezrobocia w Niemczech.
Na skutek takich właśnie zmian kursów walutowych złoto wczoraj staniało. Na londyńskiej giełdzie uncja złota z natychmiastową dostawą była notowana po 341,5 USD, a więc o ponad 3 USD niżej niż we wtorek. Uczestnicy i analitycy tego rynku uważają jednak, że uzasadnienie decyzji Fed o pozostawieniu bez zmian stóp procentowych w USA może powodować utrzymywanie się kursu dolara w słabnącym trendzie.