Reklama

Mylić się jest rzeczą ludzką

Zapał kupujących na amerykańskich rynkach akcji stygł w miarę zbliżania się do szczytów sprzed kilku miesięcy. Jeszcze gorzej zachowywały się indeksy: japoński i europejski, które od kilku tygodni drepczą w miejscu. Nadspodziewanie dobre wyniki finansowe za oceanem pobudziły nadzieje inwestorów, które wydają się nieuzasadnione.

Publikacja: 10.05.2003 10:05

Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie okazało się, że zaskoczenie lepszymi wynikami korporacji z Ameryki w I kwartale tego roku wynika z drastycznego spadku oczekiwań analityków (tzw. konsensusu). Według opracowania Lisy Kirschner z banku inwestycyjnego Merrill Lynch, do 29 kwietnia br. oczekiwania analityków zmniejszyły się w przypadku 60% firm z indeksu S&P 500. Specjaliści z Wall Street zwyczajnie nie doszacowali potencjału drzemiącego w spółkach.

Stany Zjednoczone

Reakcją na pomyłkę były wzrosty. Zatrzymały się one w miejscu, które z punktu widzenia analizy technicznej było najbardziej prawdopodobne. Mowa o szczytach z końca ubiegłego roku i początku 2003 r. Widać to zwłaszcza na najważniejszym indeksie amerykańskiego rynku akcji S&P 500. Wyniki za I kwartał stanowiły paliwo dla krótkoterminowych wzrostów, natomiast nie mogły przesądzić o koniunkturze w dłuższym terminie. Zgodnie z zasadą: jedna jaskółka wiosny nie czyni. Warto zatem poczekać, jakie wyniki finansowe osiągną spółki w nadchodzących kwartałach.

Analitycy spodziewają się, że w tym roku firmy zza oceanu zwiększą zyski przypadające na akcję (EPS) średnio o 6% w porównaniu z rokiem poprzednim. To zbyt mało, aby usprawiedliwić obecne wyceny rynkowe, zwłaszcza firm technologicznych, które mają bieżący wskaźnik C/Z powyżej 100 pkt. Dodatkowo oczekiwania dotyczą wzrostu EPS na poziomie operacyjnym. Nie należy się spodziewać, żeby na poziomie netto dynamika wzrostu była wyższa. Spółki borykają się z obsługą zadłużenia, które generuje znaczne koszty finansowe. Nie sposób wykluczyć, że także tym razem analitycy są w błędzie. Tyle tylko, że rozmiar tej pomyłki musiałby być olbrzymi. A to jest nieprawdopodobne.

Kolejny argument, który nakazuje wątpić, że tym razem w średnim terminie czeka nas coś więcej niż zwyżka krótkoterminowa, to wielkość zasobów gotówkowych funduszy inwestycyjnych. Na koniec kwietnia tego roku środki pieniężne stanowiły jedynie 4,8% aktywów. Historia dowodzi, że tak niskie zasoby gotówki ani razu nie zaowocowały hossą na rynku akcji. Pieniądze są w końcu niezbędnym paliwem do wygenerowania i utrzymania wzrostów.

Reklama
Reklama

Euroland/Japonia

Rynki europejskie do niedawna zachowywały się podobnie do amerykańskich. Fakt, zwyżki na Starym Kontynencie były słabsze niż w Ameryce, a zniżki silniejsze niż za oceanem. Wszystko się jednak kiedyś kończy. Od początku kwietnia tego roku indeks DJ Stoxx 50, grupujący pięćdziesiąt największych firm z Unii Europejskiej (powiększonych o firmy szwajcarskie), drepcze w miejscu. Trend horyzontalny utrzymuje się od dobrych kilku tygodni. Indeks nie może się uporać z długoterminową średnią kroczącą. W czwartek DJ Stoxx 50 ponownie zagłębił się poniżej wspomnianej średniej. Trend boczny z pewnością nie służy inwestorom. Nie można wówczas zarabiać na wzrostach ani na spadkach.

Od końca marca br. główny indeks japoński znajduje się poniżej kluczowego poziomu 8300 pkt. Bessa ma się tam całkiem dobrze i nie należy łudzić się, że tak prędko się skończy. Sygnałów odwrócenia trendu nie widać nawet w perspektywie krótkoterminowej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama