Piątkowe notowania, pomimo 1-proc. wzrostu indeksu dużych spółek, przebiegały w spokojnej, a czasem nawet sennej atmosferze. Przy braku zdeterminowanej do opuszczenia rynku podaży, byki cały czas kontrolowały sytuację, systematycznie podciągając indeks. Motorem wzrostów były przede wszystkim KGHM (+4,2 proc.) i PKN (+2,5 proc.). Pomagały też banki, jak również "odbijające" w górę, giełdy europejskie. Ostatecznie WIG20 zamknął się na poziomie 1141,7 pkt. Na wykresie została wyrysowana biała świeca, która całkowicie zakryła środowy czarny korpus. Tym samym, w sposób nie budzący żadnych wątpliwości, została obroniona luka hossy z poniedziałku (1125-1135 pkt), co oznacza, że strona popytowa znów stanęła przed szansą doprowadzenia do testu kwietniowych maksimów, czyli poziomów, które, wydają się wszystkim, co z siebie mogą byki "wydusić". Wynika to z trzech czynników.

Po pierwsze, ogólnej słabości polskiego rynku. Jest on aktualnie najsłabszym rynkiem w regionie. Na razie nawet zbliżające się szybkimi krokami referendum europejskie, nie było w stanie przyciągnąć na warszawski parkiet inwestorów zagranicznych. I chyba już nie przyciągnie. Bowiem silny złoty, a także brak perspektyw na udaną reformę finansów publicznych, skutecznie do tego zniechęcają.

Przeciwko większym wzrostom przemawia również nieciekawa sytuacja banków. Indeks WIG-Banki w dalszym ciągu nie wykonał zasięgu spadku, będącego konsekwencją wybicia dołem z 3-miesięcznego kanału wzrostowego. Martwi fakt, że ten poziom pokrywa się z istotnym średnioterminowym wsparciem (19 900 pkt). Gdyby doszło do jego przełamania, banki mogłyby zaliczyć spadek o około 15%.

Ostatni element, który nie pozwala być optymistą, wiąże się z ewentualnym zakończeniem trendu wzrostowego na TechWIG. Czwartkowy spadek poniżej 10-tygodniowej linii hossy w połączeniu z sygnałami sprzedaży wygenerowanymi przez MACD i RSI każą liczyć się jeżeli nie z zakończeniem, to przynajmniej z dużą korektą w trendzie wzrostowym.