Zauważalny brak dodatniej korelacji pomiędzy rynkiem warszawskim a rynkami europejskimi powinien pozytywnie nastrajać uczestników gry na krajowym parkiecie, gdyż sytuacja na głównych, zagranicznych indeksach przedstawia się zdecydowanie niekorzystnie. Ostatnia fala hossy, która przelała się przez rynek niemiecki, okazuje się strukturą o korekcyjnym charakterze. Podobnie zwyżkujące trójkąty na S&P500 czy DJIA nie są przejawem optymizmu, lecz formą odreagowania długoterminowej bessy. Konkluzją jest to, że w przeciwieństwie do zachodnich sąsiadów, na polskiej giełdzie w najbliższym czasie powinien przeważać popyt.
Analizując wykres indeksu WIG20, jak zwykle w ostatnim czasie, nie można niczego ze 100-proc. pewnością stwierdzić. Biały korpus (świeca sprzed tygodnia) powinien być wsparciem. Jednak często po ukształtowaniu się takiej świecy, na rynek wkraczają niedźwiedzie, co jest uwarunkowane krótkoterminowym wykupieniem. Skorygowanie części zeszłotygodniowego wzrostu okazało się konieczne, aby sprowadzić wskaźniki wykupienia do stanu względnej równowagi.
Niepokojącym sygnałem ostrzegającym kupujących przed zajmowaniem długich pozycji jest zauważalna negatywna dywergencja na MACD (zarówno na jego średniej, jak i histogramie). Pomimo wybicia WIG20 górą z długoterminowego trójkąta, które miało miejsce tydzień temu, a tym samym ukształtowanie się nowego ekstremum lokalnego, wartość MACD jest prawie taka sama, jak 7 kwietnia br., kiedy powstał poprzedni szczyt na indeksie. Podobnie oscylator RSI(14), na którym ukształtował się podwójny szczyt, nie potwierdza ostatnich wzrostów. Należy jednak sądzić, że powyższe negatywne przesłanki przemawiające za spadkiem zostały już uwzględnione przez rynek.
Ostatnio dostrzegany jest fakt, że po pojedynczych, silnie wzrostowych sesjach na GPW, następuje szybka realizacja zysków. Lekarstwem na ten brak determinacji kupujących mogą okazać się OFE. Fundusze, dysponując dużą ilością gotówki, mogą pociągnąć WIG20 na coraz wyższe poziomy i zachęcić do gry także inwestorów indywidualnych.