Wczorajsza sesja nie była może zbyt imponująca pod względem zmienności, ale dało się zaobserwować ciekawe zjawisko. Chodzi o potwierdzenie tezy, że jeśli rynek wykonuje jakiś ruch, a wśród graczy panują wyraźne wątpliwości co do jego kierunku, to taka sytuacja znakomicie pomaga w kontynuowaniu obranego kierunku.

Wczoraj po początkowym spadku do poziomu ostatniego lokalnego dołka, ceny kontraktów powoli pięły się w górę. Przez pierwsze dwie godziny wzrost był spokojny. Ten spokój wynikał bowiem z faktu, że dokonywał się właściwie na siłę. Była to reakcja na wzrost wartości indeksu. Wzrost wymuszony, gdyż wynikał on z popytu, jaki pojawił się tylko na dwóch spółkach: BPH PBK i TP. Obrót był mały, co tylko wzmagało wątpliwości. Było je wyraźnie widać w sytuacjach wzrostu indeksu, które nie znalazły odzwierciedlenia w zwyżkach cen kontraktów. W wyniku tego mieliśmy przez większą część sesji niską bazę. Jej wartość w pewnych momentach nie przekraczała nawet 5 pkt.

Nie dało się w nieskończoność ignorować indeksu. Zwłaszcza kiedy pojawili się chętni na pozostałe spółki. W końcu wątpliwości zaczęły znikać, aż doszło do małej euforii zakupów. Wątpiący zwątpili w swoje wątpliwości. W tym momencie większość już widziała wzrost, czyli był idealny moment do jego zakończenia. Ceny doszły do poziomu 1171 pkt, który okazał się prawie do samego końca sesji poziomem maksimum. Technicznie nic się nie zmieniło. Nadal broni się poziom wsparcia w postaci połowy dziennej świecy ze środy z ubiegłego tygodnia. Sama środa ma już mniejsze znaczenie. O tamtym popycie można już zapomnieć. W tej chwili liczy się kwestia, czy pojawi się nowy. Na razie nie było mocnego ataku, ale fakt, że wsparcie nadal się broni, wymusza choćby umiarkowany optymizm.