Irak, mimo drugich co do wielkości zasobów naftowych, jest najbardziej zadłużonym krajem rozwijającym się. CIA szacuje, że na jednego mieszkańca przypadają tam zobowiązania sięgające 5 tys. USD. Obecnie, po obaleniu Saddama Husajna, pojawiły się nadzieje na odzyskanie przez wierzycieli choć części pożyczonych pieniędzy.

Na zadłużenie Iraku, wynoszące łącznie około 127 mld USD, składają się, obok zobowiązań wobec rządów, kredyty udzielone przez zachodnie banki komercyjne. Takie instytucje, jak J.P. Morgan, Banque Nationale de Paris czy Commerzbank, pożyczyły władzom w Bagdadzie znaczne kwoty na sfinansowanie wojny z sąsiednim Iranem, który USA uważały wówczas za najgroźniejszego wroga na Bliskim Wschodzie.

Na wtórnym rynku finansowym znalazły się zobowiązania wobec banków, wynoszące 11 mld USD. Przed niedawną wojną za 1 USD płacono niespełna 8 centów, ale perspektywa obalenia Saddama Husajna podwoiła tę cenę w marcu do 16 centów. W oczekiwaniu na zniesienie przez ONZ sankcji gospodarczych wobec Iraku notowania te osiągnęły przed tygodniem 27 centów, a po czwartkowej decyzji Rady Bezpieczeństwa mogą wzrosnąć - zdaniem niektórych ekspertów - nawet do 40 centów.

W prognozach tych uwzględnia się spodziewany wzrost zainteresowania irackim długiem ze strony amerykańskich inwestorów. Dotychczas kupowali go bowiem głównie Europejczycy. Jednak nie wszyscy podzielają ten optymizm. Na przykład czołowa instytucja zarządzająca funduszami inwestycyjnymi - Pacific Investment Management - powstrzymuje się przed kupowaniem irackich zobowiązań. Twierdzi, że jest na to zdecydowanie za wcześnie.

Sceptycy podkreślają, że nowy rząd iracki będzie musiał najpierw omówić spłatę zadłużenia z Klubem Paryskim, co - jak uczy przykład dawnej Jugosławii - może potrwać wiele lat. Dopiero później przyjdzie czas na rozmowy dotyczące zobowiązań wobec banków komercyjnych. Perspektywa ta może zniechęcić inwestorów z USA, obniżając w konsekwencji cenę irackiego długu.