Wynika z tego, że nowy tydzień będzie przebiegał pod znakiem dalszego pogorszenia nastrojów. Nie da się jednak już teraz odpowiedzialnie rozstrzygnąć, który z wymienionych wariantów będzie realizowany. W pierwszym potencjał spadkowy wynosiłby po kilka procent, w drugim - po kilkadziesiąt. Na poparcie obu z nich można wskazać wiele argumentów. Jednak mocniejszą wymowę mają te przekonujące do wejścia rynków w kolejną fazę bessy, gdyż obejmują one elementy zarówno fundamentalne, jak i wynikające z analizy technicznej.
Żółta flaga na maszcie
Istnieje coraz większe zagrożenie zrealizowania się scenariusza, którego amerykańskie i światowe rynki akcji obawiają się od wielu miesięcy. Pogarszająca się sytuacja na rynku pracy i utrzymująca niepewność w gospodarce skłaniają gospodarstwa domowe do ograniczania wydatków. Przy braku możliwości, by popyt pochodzący z tego źródła został zastąpiony przez wydatki inwestycyjne przedsiębiorstw, sprowadza to na amerykańską gospodarkę ponowne kłopoty. Wciąż wysokie wyceny akcji, utrzymujące się dzięki pojawiającemu się cyklicznie wśród inwestorów przekonaniu, że w przyszłości może być już tylko lepiej, pozwalają na porównanie rynków akcji z aktywnym wulkanem.
W ostatnim raporcie Thomson First Call dalszemu obniżeniu uległy oczekiwania dla sektora cyklicznych dóbr konsumpcyjnych. O ile na początku kwietnia liczono, że ich zyski w II kwartale br. obniżą się o 3%, to teraz spadek ma wynieść już 7%. Wynika to z publikowanych przez firmy z tej branży ostrzeżeń, że nie będą w stanie wypełnić wcześniejszych założeń. Jest ich trzy razy więcej niż tych, zapowiadających przekroczenie dotychczasowych prognoz (82 do 27). W kolejnych kwartałach wyniki mają się zacząć poprawiać. Zatem optymizm w dalszym ciągu utrzymuje się. Jednak prognozy nie byłyby obniżane w sytuacji, gdyby spodziewano się wzrostu wydatków konsumenckich.
To zaniepokojenie podzielają inwestorzy, którzy na światowych giełdach przystąpili w miniony poniedziałek do zdecydowanej wyprzedaży papierów. Na wykresach indeksów DJIA i S&P 500 doprowadziła ona do przełamania krótkoterminowych linii trendu. Są one wyprowadzone z dołka z końca marca. W tym kontekście resztę tygodnia można potraktować jako ruch powrotny. Po jego zakończeniu dojdzie do testu kluczowej bariery, którą dla "pięćsetki" wyznacza szczyt z 21 marca przy 896 pkt. Ciekawym zjawiskiem było to, że podczas trwającej od końca marca fali zwyżkowej DJIA zyskiwał w znacznie mniejszym stopniu niż S&P 500, będący indeksem tzw. szerokiego rynku, a nie samych blue-chips. W przeszłości były to dość czytelne sygnały zapowiadające punkt zwrotny na rynku. Ponadto, podczas dwumiesięcznego ruchu w górę S&P 500 zyskał nieco ponad 18%. W czasie wszystkich poprzednich korekt bessy rósł o ok. 20%. Na razie nie ma więc powodów, by traktować ostatnią poprawę notowań jako zapowiedź trwalszej tendencji. Tym bardziej że wskaźniki techniczne zatrzymały się dokładnie na tych samych poziomach, na jakich kończyły poprzednie ruchy wzrostowe.