- W czasie gdy Pliva planowała notowanie swoich akcji na warszawskiej giełdzie (koniec 2000 i początek 2001 r.) polskie prawo określało minimalną liczbę akcji spółek (w tym przypadku PDR-ów), która mogła być przedmiotem notowania. Miało to być 500 tys. walorów, bez względu na ich wartość - wyjaśnia Tanja Rukavina z biura obsługi korporacyjnej Plivy. - W naszym przypadku oznaczałoby to konieczność notowania na GPW dużej części kapitału - dodaje.
Chodzi tu o akcje pozostające w wolnym obrocie (free float). Regulamin giełdy stanowi obecnie, że inwestorom musi zostać zaoferowane 25% kapitału spółki, a warunek ten jest spełniony, gdy w posiadaniu drobnych akcjonariuszy (o udziale do 5%) znajduje się co najmniej 500 tys. akcji o wartości 70 mln zł. Także i w tym aspekcie GPW nie robi rozróżnienia między emitentami krajowymi i obcymi.
Jednak w przypadku Plivy podstawowy problem był jeszcze inny. - Od samego początku inicjatywa Plivy, by wprowadzić akcje na GPW, wynikała z tego, że spółka chciała zostać zaliczona w poczet indeksu WIG20. Tymczasem okazało się, że w przypadku firm zagranicznych nie jest to możliwe - stwierdza Tanja Rukavina.
Obecność tego ograniczenia potwierdza Robert Kosowski z departamentu PR warszawskiej giełdy. - Zostało ono zniesione 3 lata temu. Obecnie spółki zagraniczne muszą spełnić te same warunki, co krajowe - zapewnia.
Ostatnią przyczyną zaniechania giełdowych planów był brak podobnych inicjatyw ze strony innych zagranicznych spółek. - Ciężko było ocenić, jaką płynność mogły uzyskać PDR-y Plivy i jakie byłoby zainteresowanie inwestorów akcjami spółki z zagranicy - uzupełnia T. Rukavina.