Piloci myśliwców mają do prowadzenia działań bojowych typ rakiet, o których potocznie mówi się "odpal i zapomnij". Rakieta posiada czujniki, które zatroszczą się o to, by ta trafiła w cel. Pilot nie musi sobie już tym zawracać głowy, może zająć się czymś innym. Inwestorzy także mają podobne narzędzia. Rynek to szum informacji i trzeba sobie z nim radzić, coś wyłowić. Głównie polega to na eliminacji informacji mało przydatnych, by mieć czas na skupienie się na tych bardziej istotnych.
Wczorajsza sesja należała do grupy "zobacz i zapomnij". Nie ma sensu sobie zaśmiecać pamięci takimi "wydarzeniami". Wykres praktycznie pozostał na tym samym poziomie. Żaden z ważnym poziomów nie został pokonany. Nie padły zatem żadne sygnały. I dobrze, gdyż żaden sygnał, który by się pojawił na wczorajszej sesji, nie miałby większego znaczenia. Zmienność niewielka, ale to można jeszcze przeżyć. Ważniejsze jest to, że wczoraj właściwie nie było handlu. Wystrzał obrotów na fixingu nie zmienia tego faktu. Takie sztuczne zagrania nie są wiarygodne.
Za główną przyczynę wczorajszego marazmu należy podać brak sesji w USA. Inwestorzy nie widzący, co się dzieje za oceanem, grają jak ociemniali - nie mają punktu odniesienia. Przecież nikt nie chce grać jak ociemniały. Lepiej chyba nie grać w ogóle. Na dodatek święto w USA przypadało w poniedziałek, co skłoniło sporą grupę inwestorów do przedłużenia sobie weekendu.
W efekcie po takiej sesji, z technicznego punktu widzenia wróciliśmy do punktu wyjścia. Czekamy na jeden z możliwych obecnie sygnałów. Pokonanie oporu (wyjście nad ostatnie szczyty) może przynieść kontynuację wzrostu i w perspektywie umożliwić dojście do 1220 pkt. Pokonanie wsparcia (wzrostowa linia trendu) skłoni do zajęcia krótkich pozycji i ponownie pogrzebie nadzieję na szybszy trend.