okazują się majstersztykiem obniżającym rynkowe stopy procentowe w sposób
znacznie lepszy niż nawet rozważane wcześniej zakupy przez FED wieloletnich
obligacji rządowych. Wiadomo przecież, jak silny wpływ na amerykańską
gospodarkę ma rynek akcji, a w obliczu coraz niższych stóp procentowych nie
za bardzo jest już czym mu pomagać. Oczywiście trudno stwierdzić, że
deflacja w USA jest niemożliwa. Tyle tylko, że teraz nic na nią nie
wskazuje. Wręcz przeciwnie. Weźmy choćby poziom dolara, który to biedaczek
coraz bardziej słabnie. Wszyscy się cieszą, bo pomoże to eksportowi (zapewne
do przeżywających recesję Niemiec, które wolą tańsze produkty np. polskie),
a jakoś mało kto zwraca uwagę, że osłabienie dolara zmusi FED do podwyżki
stóp procentowych. Wiadomo, że Ameryka nie może obejść się bez finansowania
swojego rekordowego deficytu zagranicznym kapitałem, a jak zachęcić go do
inwestycji, gdy ma się zdecydowanie niższe stopy procentowe, a do tego
jeszcze zyski zjada spadający dolar. Zresztą słabsza waluta "pomagając
eksportowi" podniesie też ceny importu, co z reguły właśnie prowadzi do
inflacji, także poprzez podwyżki krajowych produktów, które stają się
relatywnie tańsze od importowanych. Jeśli takie osłabienie dolara przyniesie
do USA deflację, to faktycznie warto kupować akcje, bo mamy tak długo
oczekiwaną "nową ekonomię".
Trochę się rozgadałem, a piłując gałąź na st bowiem tak znany szerokiej publiczności, jak
965 pkt. dla indeksu szerokiego rynku S&P500. To sierpniowy szczyt z
zeszłego roku i jednocześnie linia szyi formacji głowy z ramionami budowanej
w latach 1998-2002 pkt. Wykres1.gif Patrząc na wycenę firm i perspektywy
gospodarki powinienem napisać, że ten poziom nie może zostać przekroczony.
Ale czy Nasdaq mógł rosnąć do 5000 pkt. ? S&P500 na piątkowej sesji skończył
właśnie na tym oporze. Maks był dokładnie na 965 pkt. ! Jeśli ten poziom
pęknie, to niezależnie która strona rynku ma rację, dość szybko bogatsze
powinny być byki. Tyle tylko, że pomimo medialnej byczej papki, dalej
twierdzę, że będzie to jedynie pułapka i realizacja omawianego już
wielokrotnie scenariusza japońskiego Wykres2.gif , który doprowadzi indeks
niewiele ponad czterocyfrowy poziom, po czym w inwestycyjnej euforii i po
kapitulacji niedźwiedzi nastąpi "reaktywacja bessy". To był scenariusz
najbardziej optymistyczny ;-) Alternatywą jest oczywiście zwrot już w
poniedziałek idealnie na poziomie 965 pkt. ale tak jest chyba tylko w
książkach. Rynek jest zbyt silny i zbyt łatwo neguje wszystkie sygnały
słabości, czego piątkowa sesja chyba najlepszym przykładem. Na tym poziomie
najważniejsze okazać się mogą dane o 16:00, gdy podany zostanie wskaźnik
ISM. Rynkowy konsensus to wzrost 48,5 z 45,4 w kwietniu i gdyby okazało się,
że indeks wzrósł powyżej poziomu oznaczającego rozwój (50) to misie rzucą
biały ręcznik.
Danych i innych wydarzeń w tym tygodniu będzie nieco więcej. Oprócz ISM
najważniejsze to ISM w strefie usług we środę, czwartkowe zamówienia
fabryczne i dane o liczbie zasiłków, będące wstępem przed zapewne złym
piątkowym raportem o stopie bezrobocia i zwolnieniach w sektorze
pozarolniczym. Do tego dochodzą jeszcze uaktualnienia prognoz z takich firm
jak General Motors, Hewlett- Packard (wtorek), Wal_Mart (piątek), czy
oczekiwany w napięciu Intel (czwartek). Nie można też nie wspomnieć o
czwartkowym posiedzeniu ECB, który zapewne obniży stopy procentowe. W
ostatniej ankiecie Reutersa 54 z 57 ekonomistów oczekiwało obniżki stóp o 25
pb, przy 37 liczących nawet na 50 pb. Historia pokazuje, że na tak śmiałe
cięcia (mocno pomogłoby to indeksom Eurolandu) nie ma co liczyć.
Jeśli chodzi o technikę, to trendy wzrostowe powalają z nóg, ale oprócz
wspomnianego 965 pkt. namnożyło się też trochę innych oporów. Te, jak
pokazują ostatnie tygodnie, istnieją też po to, żeby je łamać, a nie tylko
się od nich odbijać. Mimo to, patrząc na wykresy moment do zwrotu na
południe jest wymarzony. SP500.gif Dow.gif Nasdaq.gif Dreszczyku na byczym
grzbiecie powinny dodawać też liczne negatywne dywergencje na większości
wskaźników, czy wskaźniki optymizmu oparte na rynku opcji, lub z ankiety
Investors Intelligence. Góra dół ? Ja po pokonaniu 965 pkt. na S&P dołączę
jeszcze na chwilę do grona optymistów (patrz Wykres2.gif ), a jeśli mocno
się mylę i będzie z tego jednak znacznie dłuższa hossa, to uważać ją będę za
mocno przesadzoną. Czytelnicy zapewne chętnie powieszą na mnie parę psów
przy S&P na 1200 pkt. , ale przyjmę to ze spokojem podobnym do wyśmiewania
Buffeta podczas hossy internetowej, którego zdziwienie co do wyceny spółek
potwierdziło się dopiero po jakimś czasie. Warto tu przypomnieć, jego słowa
z początku maja - "W 2003 roku można liczyć zaledwie na 6%, góra 7% zyski z
akcji. Liczący na dwucyfrowe zyski, są marzycielami". Do grona marzycieli z
Nasdaq, dołączyli w piątek kupujący spółki z S&P500.
A co u nas ? U nas trwa okres bezkarności, jaki otworzył koniec wyników
spółek, a zakończy unijne referendum. Co prawda nasz rynek niemal na każdej
sesji wygląda jakby pogodził się ze sceakty pomimo dwukrotnego poprawiania szczytu przez
WIG20, dalej są w ramach konsolidacji rozpoczętej pamiętnym środowym
wyskokiem Kontrakty_intra.gif Skąd ta niewiara we wzrosty ? Składa się na to
kilka czynników. Pierwszym są wątpliwości co do trwałości wzrostów na
zachodnich rynkach. Wystarczy poczytać komentarze w Parkiecie. Choć
jednomyślność giełdzie nigdy nie służy, to akurat gdy mowa o rynkach
zagranicznych, nie ma tutaj tak wyraźnej korelacji (antywskaźnik), która
występuje przy jednomyślności co do zachowania naszej giełdy. Drugi czynnik
to obawy o to, co będzie po referendum. O to co będzie z giełdowymi
indeksami, na których referendum po części "wymusiło" wzrosty i o to co
będzie na scenie politycznej. Nikt już się z tym nie kryje, że po referendum
wyciągnięte zostaną wszystkie polityczne brudy i rozpoczęte wszelkie możliwe
wojny. Co prawda szybka zmiana rządu byłaby dla giełdy bardzo korzystna, ale
takiemu scenariuszowi nikt nie daje szans powodzenia. Nie obędzie się bez
politycznych targów, awantury o wybory i kolejnych afer. Jeszcze do tego
poleci paru ministrów (Hausner czy Kołodko ?). Inwestorzy trochę się tego
wszystkiego obawiają, tym bardziej, że doświadczenie innych giełd pokazuje,
że powiedzenie "kupuj plotki sprzedaj fakty" sprawdza się też w przypadku
referendum. W końcu trzeci powód, jakże banalny, to fundamenty spółek.
Zapewne pamiętacie Państwo powód przeceny najpierw na początku roku, później
w kwietniu. Przypomnę - banki. Obawy o zyski, poziom rezerw etc. Kwartalna
publikacja wyników pokazała, że obawy całkiem zasłużone i banki ewidentnie
są za drogie. Także odnosząc to do pozostałych banków na giełdach naszego
regionu. Tyle tylko, że spora przecena zachęciła do łapania dołka, a analiza
techniczna potrafi czynić cuda. Obrona linii trendu na bankach WIG_Banki.gif
i wzrostowe formacje na poszczególnych spółkach pozwoliły znowu na euforie.
Teraz sektor ciągnie cały indeks, a nikt już o problemach nie pamięta.
Kontrakty nie są zbyt chętne do takich wzrostów.
Jeśli chodzi o nadchodzący tydzień, to tak naprawdę nikt o niczym nie będzie
pamiętać i tako samo jak na S&P500 nic nie będzie się liczyć oprócz poziomu
965 pkt., tak dla nas tematem numer jeden jest właśnie referendum i związane
z nim rozgrywki dużych graczy. Ostatnie tygodnie to wyraźnie akumulacja
akcji, przez dużych inwestorów, a nasze OFE mają przy tym wszystkim niski
udział akcji w portfelach. Piątkowy wzrost był wyjątkowo nieprzekonujący,
ale w obliczu zbliżającego się referendum i ataku S&P na 965 pkt. wystarczy
iskierka, by wywołać powtórkę pamiętnego dynamicznego wzrostu z drugiej
środy maja. Ogromne obroty na tamtej sesji wskazywały, że po możliwym
ochłodzeniu powinna wystąpić następna próba poderwania rynku. Ten
przedreferendalny tydzień jest do tego najlepszym okresem. Wsparciem
pozostają dołki korekty na 1157 pkt (w tej chwili linia szyi ewentualnego
podwójnego szczytu). a najbliższe opory to obie luki bessy z początku roku.
Niby to zbyt odległą luka, by uznawać ją za znaczący poziom, ale wystarczy
przypomnieć, że wzrosty pod koniec zeszłego roku zatrzymały się właśnie na
luce bessy (równie odległej - czerwcowej), a spadki w marcu skończyły się na
luce hossy z początku października 2002 r. Nie bagatelizowałbym więc tych
poziomów.
Rzucając monetą przy wyborze kierunku na przyszły tydzień powinno się mieć
50% szans na zarobek. U nas niestety jest to tylko 5%, bowiem ostatnio 90%
zarezerwowane jest na marazm. Trochę oczywiście przesadzam, ale jeśli
porównać nas do światowych indeksów, to jesteśmy mocno flegmatyczni.
Nadrabiamy za to dynamicznymi wyskokami, takimi jak "środowy" wzrost,
ostatni wysyp inicjowany pr 965 pkt i
jakiegoś mocnego załamania indeksów, to powinniśmy powalczyć na kontraktach
o zamknięcie drugiej styczniowej luki bessy 1202-1214 pkt.
[email protected]