Piątkowa sesja już z założenia miała być senna i spokojna. To założenie wiązało się z tym, co zwykle działo się na takich sesjach w przeszłości. Czas "długich weekendów" nie sprzyjał aktywności graczy, a tym samym atrakcyjności przebiegu sesji. Małe zmiany cen i mały obrót to najczęstszy obrazek takich dni.
Pewnym sygnałem, że tym razem może być inaczej, była sesja w środę. Wtedy też spodziewano się spokoju, ale zamiast sielanki mieliśmy atak popytu i całkiem spory obrót. Po tym ataku można było przypuszczać, że pojawił się gracz, któremu zależy na wyższych cenach. Nie jest jego zamiarem kupno papierów ze względu na ich atrakcyjność inwestycyjną, lecz ze względu na to, że ma on ich już znaczne ilości i podbicie cen sprawi, że posiadany portfel będzie wyżej wyceniany. Stąd wybór "spokojnej" sesji. Można było oczekiwać, że ten sam podmiot pojawi się i w piątek, gdy ponownie aktywność będzie niewielka. Tak też się stało. Sposób zagrania był podobny. Silny początek sesji, nowe maksima notowań, a później spokój i powolne osuwanie się. Obroty na wczorajszej sesji, jak na standardy "weekendowe" były znaczne, ale patrząc pod kątem kosztu podniesienia kursów, nie były znowu takie wielkie.
Do końca kwartału, a zarazem półrocza, mamy jeszcze sześć dni roboczych. Nie będzie wielkim błędem jeśli założę, że skoro popyt jest aktywny już tydzień wcześniej to i w tych dniach będzie aktywny. Przynajmniej na tyle, by nie dopuścić do większego spadku cen. Gdyby spadły, to wcześniejsze zakupy można byłoby uznać za marnotrawstwo środków. Oczywiście, jest to tylko przypuszczenie i jeśli pojawią się sygnały sprzedaży, to trzeba na nie zareagować. Niemniej wydaje się, że mogą one się pojawić dopiero w lipcu lub ewentualnie pod koniec czerwca.