Wczorajsza sesja może do najaktywniejszych nie należała, ale nie można powiedzieć, by w całości była nudna. Główną atrakcją notowań było bowiem wyznaczenie nowego maksimum zwyżki, która trwa już od marca br. Trend nie jest może nazbyt dynamiczny, a nawet można powiedzieć, że jest szarpany. Mimo to, trzeba przyznać jedno - kursy powili rosną i tym samym rynek daje zarobić posiadaczom długich pozycji. Specyfika tej zwyżki polega jednak na tym, że mimo wykrystalizowania się trendu, ciągle znaczna część inwestorów nie wierzy w jego kontynuację.
Problemy z trendem sprawiły, że właściwie przez cały czas można znaleźć wiele argumentów za otwarciem krótkich pozycji. Kolejne kanały, linie trendu miały być tymi, które skutecznie zatrzymają wzrosty. Po czasie każdy z tych oporów okazywał się za słaby i był przełamywany. Obecnie również niedźwiedzie mają kilka argumentów za zakończeniem zwyżki. Jednym z nich jest np. górne ograniczenie kanału wzrostowego, przy którym od kilku dni przebywamy. Problem w tym, że idąc tym tokiem rozumowania, to wykres cen powinien się od tej bariery zdecydowanie odbić. Czas biegnie, a tego odbicia nie ma. Na razie rynek się skonsolidował. Przy czym warto pamiętać, że brak odbicia sygnalizuje raczej utrzymującą się przewagę byków.
Byki mają właściwie jeden argument za wzrostami - panujący trend. Zgodnie z zasadą, że trend ma większe szanse na kontynuację niż odwrócenie, należy przyjąć, że utrzymywanie długich pozycji będzie korzystniejsze. Nie jest to z pewnością proste, gdyż ciągle pozostają wątpliwości. Trzeba jednak pamiętać, że to właśnie wątpliwości są pożywką dla trendu. Przed sprzedażą chyba lepiej poczekać na sygnały do niej skłaniające. Wejście zbyt wczesne może się okazać bolesne.