Sesja zaczęła się od mocnego uderzenia. W ciągu pierwszej godziny notowań kurs wrześniowego kontraktu na WIG20 wzrósł 12 pkt od dołka ustanowionego tuż poniżej otwarcia. Zdawało się, że szykuje się kolejna bycza sesja. Było to trochę dziwne ze względu na poniedziałkową fatalną końcówkę w Stanach. Wprawdzie tamtejszy spadek został wywołany przez błąd na rynku terminowym, to jednak skala spadku pokazała, że na rynku panuje już duża nerwowość.
Ta ujawniła się także u nas, gdy chwilę po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym pojawiła się duża podaż. Zaczęło się od TP, ale zaraza rozeszła się po niemal całym rynku. Kontrakty zareagowały niemal panicznie i w ciągu krótkiego czasu z 1364 zrobiło się 1346 pkt. Dalsza część sesji upływała na odrabianiu porannego spadku. Nawet się to udało. Ba, zanotowano kolejne maksy, ale nie udało się niestety ich utrzymać. Kursy osuwały się. Zamknięcie nastąpiło 8 pkt pod szczytem.
W efekcie mamy za sobą praktycznie płaską sesję. Atak podaży mimo, że wart uwagi, jednak nie spowodował znaczącej zmiany w sytuacji technicznej rynku. Nadal przewagę mają byki, co widać po nowym maksie na 1369 pkt oraz kolejnym wyższym od poprzedniego zamknięciu. Problem stylu dokonania tych wyczynów jest teraz sprawą drugorzędną. Przynajmniej jeśli chodzi o decyzje związane z posiadanymi pozycjami. By coś w tym zakresie zmienić, rynek musiałby się zdecydowanie osłabić. Jeden atak może być tylko ostrzeżeniem. Trzeba po prostu poczekać na sygnały sprzedaży. Na razie ich nie było. Takimi sygnałami mogą być: pokonanie wzrostowej linii trendu (1338 pkt) lub zejście poniżej piątkowego zamknięcia (1313 pkt). Myślę, że już to pierwsze mogłoby być przyczynkiem do zamknięcia długich pozycji przez graczy krótkoterminowych, a ruch powrotny okazją do zajęcia pozycji krótkiej.