- Długo czekaliśmy na decyzję ministra skarbu, dotyczącą rozszerzenia Grupy Lotos o południowe rafinerie. Zakończyła etap niepewności, który przeszkadzał w realizacji naszych planów strategicznych - mówi Henryk Malesa, prezes Rafinerii Czechowice. Opinię tę potwierdzają Waldemar Tarasiewicz, prezes Glimaru, i Józef Folcik, szef Jasła. Zdaniem H. Malesy, oferta zarządu gdańskiej rafinerii, wokół której będzie prowadzona konsolidacja sektora paliwowego, była jedyną konkretną propozycją.
Lotos nie da pieniędzy
Dokładnie nie wiadomo, jakie nakłady finansowe czekają gdańską spółkę w związku z przejęciem kontroli nad Czechowicami, Jasłem i Glimarem. Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos, twierdzi, że nie obciążą jego firmy. - Nie będziemy spłacać zadłużenia spółek ani w jaki kolwiek inny sposób angażować naszych środków finansowych w poprawę sytuacji południowych rafinerii - twierdzi. Jego zdaniem, firmy same muszą poprawić wyniki finansowe, Grupa Lotos zaś może pomóc m.in. w negocjacjach z bankami, które je kredytują. - Dajemy tym spółkom możliwość działania w dużej grupie, co przełoży się na wzrost ich wiarygodności - uważa Olechnowicz.
Czechowice liczą na gwarancje
- Potrzebujemy wsparcia finansowego, przede wszystkim na planowane inwestycje. Nie znaczy to jednak, że czekamy, aż Rafineria Gdańska da nam pieniądze - mówi H. Malesa. Prezes spółki z Czechowic liczy jednak, że Grupa Lotos udzieli gwarancji bankowych na kredyty i pożyczki, które mają być zaciągnięte na inwestycje. W Czechowicach ma powstać m.in. nowoczesna baza magazynowa z terminalem paliwowym. - W ciągu najbliższych lat będziemy potrzebowali co najmniej 300 mln zł - twierdzi H. Malesa. Prezes Olechnowicz mówi, że nie zamierza udzielać gwarancji bankowych, gdyż jest to swego rodzaju angażowanie się finansowe. A tego chciałby uniknąć.