Przy kursie 2,2 zł (na takim poziomie notowania oscylują w ostatnich dniach), gracz musiał zapłacić 2,2 tys. zł. Jeśli odpowie na wezwanie, sprzeda - w najgorszym razie - 1/4 walorów. Przy założeniu, że wszyscy akcjonariusze odpowiedzą na wezwanie zapisy zostaną zredukowane o 75%. Ze sprzedaży 250 walorów inwestor uzyska 1650 zł. W portfelu pozostanie mu 750 akcji. Kluczowe jest pytanie, ile będą warte po zakończeniu wezwania. Aktywa NFI wynoszą aktualnie około 90 mln zł. Po wezwaniu i dystrybucji 50 mln zł funduszowi zostanie mało płynny majątek (głównie pakiety mniejszościowe w spółkach) o wartości około 40 mln zł. Wprawdzie NFI obciążają koszty utrzymywania firmy zarządzającej, ale z drugiej strony, jak wskazują wyniki za I kwartał i pozbycie się akcji Próchnika, fundusz sprzedaje majątek z zyskiem w stosunku do wartości księgowej.
Jakie dyskonto?
Aktywa będą wyceniane na giełdzie z dyskontem (na rynku NFI jest ono proporcjonalne do wielkości zasobów gotówkowych). I zapewne będzie ono duże (teraz sięga 22%). W tej chwili najwyższe dyskonto na rynku NFI przekracza nieco 50%. Załóżmy, że podobnie będzie w przypadku Piasta. Majątek "dzielić się" będzie na mniejszą liczbę papierów - kupione w wezwaniu mają być przecież umorzone. To daje wycenę jednej akcji na poziomie 85-90 groszy. Zarządzający NFI są nieco większymi optymistami - sądzą, że kurs po wezwaniu będzie sięgał około 1 zł. I - jak wskazują wstępne szacunki - po tyle chcą zaoferować nowe akcje pozostałym NFI, od których Piast zamierza odkupić pakiety mniejszościowe spółek. Nasz inwestor będzie więc mógł pozbyć się 750 akcji, uzyskując 637-750 zł. W pierwszym przypadku jego zyski byłyby skromne (87 zł, czyli 4% - nie licząc opłat). Ponieważ założyliśmy najwyższe z występujących dyskonto oraz minimalne wpływy z wezwania (maksymalną redukcję zapisów), weźmy też pod uwagę bardziej optymistyczny wariant: wpływy w wysokości 750 zł. W sumie inwestor otrzymałby w takim przypadku 2400 zł. Zysk w wysokości 200 zł, czyli 9%, jest nie do pogardzenia przy aktualnym oprocentowaniu lokat bankowych. Zapisy w wezwaniu są przyjmowane do 11 sierpnia. To wyznacza horyzont potencjalnej lokaty. Jego zakończenie z pewnością oznaczać będzie załamanie kursu. Widać jednak przy tym, że notowania zbliżają się do maksymalnego poziomu, przy którym operacja - przy ostrożnych założeniach - jest opłacalna. Ta granica może się przesuwać w górę tylko pod warunkiem, że NFI przekona inwestorów do swoich planów (konsolidacja pakietów mniejszościowych, ich sprzedaż i przekształcenie NFI w wehikuł inwestycyjny np. dla OFE) oraz uwiarygodni, że ich realizacja zapewni mu zyski. Wówczas kurs będzie uwzględniał przyszłość. Byłby to jednak wyjątek na rynku NFI, na którym inwestorzy nie myślą o przyszłości, ale o zamykaniu lokat i nie dyskontują planów, ale niemal wyłącznie pewne wpływy gotówkowe.