Największe przedsiębiorstwo naftowe w Rosji - Jukos Oil - poinformowało, że 13 sierpnia rozpocznie sprzedaż nowych akcji. Uzyskane tą drogą środki ułatwią sfinansowanie przejęcia mniejszej firmy tej branży Sibnieft. Miliard akcji, które po wtorkowej cenie zamknięcia były warte 11,2 mld USD, zostanie wymienionych na walory partnera oraz sprzedanych niektórym udziałowcom Jukosu i sześciu spółkom zarejestrowanym na Cyprze.

Pierwszeństwo w zakupie walorów będą mieć akcjonariusze przeciwni połączeniu obu przedsiębiorstw oraz ci, którzy nie uczestniczyli w głosowaniu dotyczącym przejęcia. Oferta kierowana jest przede wszystkim do grupy najważniejszych udziałowców Sibnieftu, kontrolujących 72% firmy. Przewodzi jej Roman Abramowicz, który - według magazynu "Forbes" - zajmuje drugie miejsce w gronie najbogatszych Rosjan. Ostatnio zasłynął on z przejęcia londyńskiego klubu piłkarskiego Chelsea.

Kupując Sibnieft za łączną kwotę 14,2 mld USD, Jukos Oil będzie też musiał zapłacić 3 mld USD w gotówce. W wyniku połączenia obu przedsiębiorstw powstanie największy producent ropy naftowej w Rosji o nazwie JukosSibnieft. Będzie on wydobywać 2,3 mln baryłek tego surowca dziennie, tj. przeszło jedną czwartą całej produkcji rosyjskiej. Jednocześnie stanie się szóstym pod względem wielkości towarzystwem naftowym na świecie, którego akcje znajdują się w obrocie publicznym.

Połączeniu obu firm nie przeszkodziło aresztowanie na początku lipca Płatona Lebiediewa, prezesa Group Menatep - głównego udziałowca Jukos Oil. Oskarżenie o zawłaszczenie akcji jednego z prywatyzowanych przedsiębiorstw rozszerzono o inne zarzuty dotyczące m.in. nadużyć podatkowych. W ciągu niespełna miesiąca notowania Jukosu spadły o około 21%, ale wczoraj zaczęły rosnąć.

Sprawa Lebiediewa budzi w dalszym ciągu spore kontrowersje. Koła gospodarcze doszukują się w działaniach władz motywów politycznych, uważając, że rząd chce w ten sposób zniechęcić potentatów finansowych, w tym głównego udziałowca Jukosu Michaiła Chodorkowskiego, do popierania w grudniowych wyborach partii opozycyjnych. Krytycznie o zatrzymaniu Lebiediewa wyraził się nawet premier Michaił Kasjanow, czym naraził się prokuraturze. Stwierdził on, że podejrzenia o przestępstwa gospodarcze nie wystarczają, by aresztować przedsiębiorców, oraz wskazał na niebezpieczeństwo pogorszenia w ten sposób klimatu inwestycyjnego.