- To bardzo dobre dane - ocenia Marek Zuber, główny ekonomista TMS. Analitycy ankietowani przez Reuter prognozowali, że deficyt obrotów bieżących wyniesie 290 mln euro, wobec zrewidowanych 411 mln euro w maju. Według Bogusława Grabowskiego z Rady Polityki Pieniężnej, deficyt spadł do 2,7%, z ok. 2,8% w maju. Jego zdaniem, do końca roku wzrośnie jednak do 3% PKB.
W opinii M. Zubera, powodem znaczącego ograniczenia ujemnego salda był bardzo wysoki eksport, który przekroczył 3 mld euro. W ujęciu rocznym daje to wzrost o 8,4%. - Ten wynik potwierdza, że eksport pozostaje motorem gospodarki - mówi ekonomista. Jego zdaniem, jest to spowodowane rosnącą wydajnością pracy oraz osłabieniem złotego w stosunku do euro.
Ekonomiści nie są jednomyślni w ocenie importu. W czerwcu jego wartość wyniosła ponad 3,5 mld euro. To o 0,3% więcej niż przed rokiem. - Po raz pierwszy od czterech miesięcy miał miejsce wzrost rok do roku. To potwierdza stopniowe ożywienie w konsumpcji wewnętrznej - twierdzi M. Zuber. Innego zdania jest Emilia Skrok, ekonomistka z banku Pekao. - Import jest w stagnacji. A to świadczy o tym, że nie ma ożywienia w konsumpcji - mówi E. Skrok. Deficyt w obrotach handlowych zmniejszył się w czerwcu do 487 mln euro z 711 mln euro w maju.
W ocenie specjalistów, zmniejszenie deficytu obrotów bieżących to również efekt wysokiego salda transakcji niesklasyfikowanych. W stosunku do maja zwiększyło się ono o ponad 100 mln euro, do 534 mln euro. Ta pozycja bilansu płatniczego obrazuje transakcje wymiany walut w kantorach. W przybliżeniu odzwierciedla ona tendencje w handlu przygranicznym. - Zawsze w sezonie letnim obroty niesklasyfikowane rosną. Ale tym razem wzrost nastąpił o miesiąc wcześniej - twierdzi E. Skrok.
Dane dotyczące bilansu płatniczego wskazują również, że w czerwcu inwestorzy zagraniczni więcej sprzedali niż kupili polskich obligacji. Ujemne saldo wyniosło 434 mln euro, wobec plus 411 mln euro w maju. Ekonomiści spodziewali się takich danych, bo ceny naszych papierów w czerwcu mocno spadały.