Kończący się tydzień charakteryzował się dość dużą zmiennością nastrojów. W poniedziałek zaczęliśmy byczo, od nowych maksimów trendu. We wtorek ceny wyszły jeszcze wyżej, ale bykom nie udało się ich utrzymać. Środa to już rozczarowanie wtorkiem. Skończyło się na przecenie do 1355 pkt.

Ostatnie dwa dni tygodnia miały być decydujące, gdyż opublikowano ważne dane makro w USA. Po środowym blamażu, w czwartek popyt wykonał zręczny kontratak. Główną przyczyną nagłego przypływu sił popytowych były dobra dynamika PKB USA w II kw. oraz niski deficyt na naszym rachunku bieżącym. Siły się wyrównały. Rozstrzygnięcie pozostawiono więc na piątek. Rynek z niecierpliwością oczekiwał na dane z amerykańskiego rynku pracy oraz wskaźnik ISM dla przemysłu. Wygląda na to, że korzystne czwartkowe dane rozbudziły nadzieję na równie dobre informacje w piątek. Te jednak nie były tak jednoznacznie pozytywne, jak czwartkowa dynamika PKB. W efekcie notowania zakończyły się pod czwartkowym zamknięciem, ale zbyt wysoko, by mówić o przewadze niedźwiedzi.

Pojedynek pozostał nie rozstrzygnięty. Remis nie urządza nikogo, więc pewnie w poniedziałek będziemy mieli próby przejęcia kontroli nad rynkiem. Mając na uwadze kierunek średnioterminowego trendu trzeba by przyznać większą szansę bykom. Muszę stwierdzić, że czynię to z wyraźną niechęcią. Wydaje mi się, że ostatnie wydarzenia nadszarpnęły wiarę we wzrosty. W środę padły sygnały sprzedaży, które do tej pory nie zostały w pełni zanegowane. Taką negacją byłoby osiągnięcie nowych szczytów. Wtedy będzie można mówić o powrocie byków i dalszym wzroście. Jeśli jednak w poniedziałek zakończymy sesję poniżej poziomu 1360 pkt to będziemy mieli potwierdzenie środowych sygnałów i będzie można oczekiwać dalszych spadków.