powinien być czynnikiem wpływającym na decyzje podejmowane przez Radę.
Należy także brać pod uwagę takie czynniki jak: tempo wzrostu gospodarczego
czy poziom bezrobocia. Jeśli Jan Czekaj zostanie wybrany 26 sierpnia to
będzie już mógł wziąć udział w posiedzeniu Rady, które właśnie zacznie się
26 i będzie trwało dwa dni. Z kronikarskiego obowiązku można dodać, że
pojawiła się inna kandydatura do RPP. Wysunęła ją PO. Kandydatem tego
ugrupowania jest profesor Jan Winiecki. Niestety nie ma ona poważnych szans
na sukces w głosowaniu.
Sam proces doboru kandydatów pozwala wyrobić sobie wstępne zdanie o tym, co
nas czeka na początku przyszłego roku. Dość jasno wyklarował to wspomniany
już Janusz Jankowiak w ostatnim numerze Wprost. Samowolka przy wyborze
członków Rady w dość łatwy sposób może przenieść się na rentowność
długoterminowych papierów wartościowych, jak przejaw podwyższenia oczekiwań
inflacyjnych. To będzie miało bezpośrednie przełożenie w podwyższeniu kosztu
finansowania długu publicznego. Wg BRE podwyżka stóp długoterminowych o 1
pkt bazowy to ok. 6 mln złotych więcej na koszty finansowe. Czy polityków
stać na takie ekstrawagancje? Można mieć tylko nadzieję, że argumenty
ekonomistów dotrą do większości posłów na tyle, by kandydatury takie jak
Kołodko nie miały poważnych szans na poparcie.
i spółek wchodzących w skład
indeksu, a i tak nie wszystkie. Odrzucając blotki pozostaje nam kilkanaście
publikacji. Myślę, że nie będzie problemu w ich ogarnięciu. W tym tygodniu
otrzymaliśmy informację o przychodach grupy TPS oraz samej TPS. Przychody
spółki matki po dwóch kwartałach spadły w porównaniu z pierwszym półroczem
ubiegłego roku z 7,52 mld na 7,26 mld złotych. Nie było to jednak
zaskoczenie i nie wpłynęło znacząco na poziom notowań spółki. Swoje wyniki
podał także BZ WBK. Tu także wynik był gorszy do tego z roku ubiegłego. W II
kw 2003 grupa wypracowała 61,08 mln złotych zysku podczas gdy w II kw 2002
było to 72,5 mln złotych. Mimo to taki wynik został przyjęty przez rynek z
zadowoleniem, gdyż prognozy były jeszcze niższe i oscylowały wokół 51,6 mln
złotych. Wreszcie swoje osiągnięcia z II kw opublikował także Orbis. Zysk
netto spółki w II kw. wyniósł 38,54 mln złotych. Rok wcześniej było to 20,28
mln złotych. Wzrost zysku został osiągnięty przy spadających przychodach z
173,59 do 160,14 mln złotych. Na poziomie operacyjnym wzrost zysku był już
znacznie mniejszy (z 25,96 do 27,94 mln złotych). Taki wzrost wyniku netto
nie był zaskoczeniem dla analityków. Jest to bowiem konsekwencja sprzedaży
pakietu 9,9% Polcardu.
W tym tygodniu pojawiły się ciekawe informacje dotyczące gospodarki Niemiec.
Mamy tu interesującą rozbieżność dwóch ośrodków badawczych. Jednym z nich
jest Morgan Stanley. Jego analityk, Elga Bartsch podniosła prognozę wzrostu
niemieckiego PKB w 2004 roku do 2,1% z wcześniejszych 1,7%. Nadal ta
prognoza jest uważana za konserwatywną. To dość miłe informacje i oby miały
pokrycie w rzeczywistości. Ta rewizja prognozy dotyczącej PKB jest wynikiem
zmian prognoz dotyczących wydatków konsumpcyjnych i inwestycyjnych. Pani
Bartsch pokłada duże nadzieje w programie obniżki podatków osobistych, co ma
zaktywizować małych i średnich przedsiębiorców. Co w tym interesującego?
Niby nic, ale gdy przeczytamy ostatnie prognozy Rheinisch-Westfaelischer
Institut fuer Wirtschaftsforschung (RWI), jednego z sześciu czołowych
niemieckich instytutów badawczych, to można odnieść wrażenie, że mowa jest o
innej gospodarce. Według instytutu w tym roku PKB w Niemczech spadnie o
0,2%, co jest dużą zmianą wobec wiosennych prognoz mówiących o wzroście o
0,6% (prognoza rządowa nadal mówi o +0,75%). Co ważne dokonano także rewizji
prognozy na rok 2004, która jest niemal lustrzanym odbiciem opisywanej wyżej
zmiany Morgan Stanley. Według RWI w 2004 PKB nie wzrośnie o 2%, jak było
mówione wcześniej, ale o 1,8%, z czego 0,3% ma być wynikiem wspomnianej
obniżki obciążeń podatkowych. Kto ma rację? Jedno jest pewne. Obniżka
podatków powinna pomóc odradzającej się gospodarce Niemiec. Jest to zatem
potencjalny czynnik wzrostu popytu na nasz eksport.
Według publikacji o sytuacji na rachunku bieżącym z tego tygodnia można
stwierdzić, że na razie eksport trzyma się całkiem nieźle jak na sytuację
światową i notuje wzrost o ponad 8% w stosunku do wielkości eksportu z
analogicznego okresu ubiegłego roku. Przy małym wzroście importu
zanotowaliśmy spadek deficytu na rachunku bieżącym do nieco ponad 80 mln
euro. Prognozy były znacznie wyższe (250-260 mln euro). Ocenia się, że
tendencja wzrostu eksportu pewnie w najbliższym czasie osłabnie. Rosną
nadzieje na ożywienie, a tym samym na wzrost wydatków inwestycyjnych, które
mają pociągnąć za sobą import. Wzrost importu, który powinien pojawić się w
IV kw podwyższy nieco wielkość deficytu w wymianie z zagranicą. Na imporcie
mogą także zaważyć wzrosty cen na rynku ropy naftowej. W piątek ceny
wrześniowych kontraktów na ten surowiec wyszła ponad poziom szczytu
ustanowione euro, może
spowodować spotęgowanie impulsu wzrostu importu oraz napięć inflacyjnych. Te
pojawią także w związku z mniejszymi zbiorami zbóż w tym roku. Rosną ceny
pasz, które mogą wpłynąć na wzrost cen mięsa na przełomie roku 2003 i 2004
lub początku 2004. Prognozuje się, że wtedy zostanie ustanowiony szczyt
produkcji zwierzęcej. Pod koniec I kw 2004 inflacja może być podlegać sporym
naciskom. No, ale do tego czasu jeszcze trochę brakuje. Ceny surowców
energetycznych mogą do tego czasu spaść. Zwłaszcza jeśli ruszy na szerszą
skalę wydobycie w Iraku.
Przejdźmy jeszcze na chwilę do tego, co działo się w czwartek i piątek w
USA. To miały być dwa kluczowe dni ze względu na publikację najważniejszych
w ostatnim okresie danych makro. W czwartek sesja w Stanach zaczęła się
bardzo dobrze po znacznie lepszych od oczekiwanych danych dotyczących
dynamiki PKB w II kw. Zostały rozbudzone nadzieje, ale mimo to końcówka
sesji, zamiast być optymistyczną, byłą słaba. Indeksy oddały ponad połowę
swojego wcześniejszego wzrostu. W przypadku Dow.gif było to już po
zaliczeniu nowego maksa wzrostu. Coś podobnego mieliśmy u nas we wtorek. U
nas po takiej sesji nastąpił środowy spadek. Amerykanie mieli swój w piątek.
W piątek opublikowano szereg kolejnych danych, z których wybijały się dane z
rynku pracy. Kolejny spadek ilości miejsc pracy oraz rewizja danych majowych
powiększająca wcześniejszą wartość spadku tej wielkości nie zbudziła
entuzjazmu. Wprawdzie stopa bezrobocia spadła z 6,4 do 6,2, ale sporo w tym
sztuczek statystycznych.
Dane się nie spodobały (nawet to PKB się nie podobało już tak bardzo jak na
początku skoro było głównie wynikiem wzrostu wydatków wojskowych), ale to
przypuszczalnie nie jedyny czynnik osłabienie na rynku akcji. Innym pewnie
można uznać spadki na rynku obligacji obligacje.gif Jak to? - może ktoś
zapytać. Przecież spadek na rynku obligacji wskazuje, że te papiery nie
znajdują chętnych, a tym samym można domniemywać, że pieniądz wędruje na
rynek akcji. Problem w tym, że rynek widzi także coś innego. Spadek cen
obligacji przekłada się na wzrost rynkowych stóp procentowych, a te są
podstawą do określania kosztów kredytów. Obecnie papierkiem lakmusowym
amerykańskiej gospodarki jest rynek nieruchomości nadmuchany do wielkich
rozmiarów przez tanie finansowanie. Od miesiąca koszt kredytów hipotecznych
rośnie. Czy w takiej sytuacji można się spodziewać, że ilość kredytów także
będzie rosła i rynek będzie się rozwijał? Balon się dziurawi. Już tylko
przypomnę, że to właśnie nieruchomości były czynnikiem podtrzymującym
dodatnią dynamikę amerykańskiego PKB. Teraz, gdy ten czynnik wygasa, a być
może wkrótce będzie oddziaływał negatywnie, to jakiego PKB można się
spodziewać? Czy pierwszy oznaki odradzania się gospodarki mają szansę na
kontynuację wzrostu, gdy koszt pieniądza rośnie? Odpowiedzi nasuwają się
same. Na razie na rynku pojawiają się głównie wypowiedzi uspokajające, że na
razie nie jest jeszcze źle, a spadek cen obligacji był wynikiem rekordowego
planu emisji długu przez Departament Skarbu. Pewnie jest w tym trochę racji,
jednak wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych jest już faktem.
Ostatnio, w podobnej sytuacji reakcja na wzrost kosztów z postaci spadku
kwoty udzielonych kredytów hipotecznych była opóźniona o 3 miesiące od
chwili wzrostu tych kosztów. Jeśli szybko na rynku stóp procentowych nie
nastąpi duże odbicie, perspektywy mogą być fatalne. Wzrost gospodarczy może
być po prostu zarżnięty jeszcze zanim się na dobre zaczął. W tej chwili
gospodarka USA stoi na dwóch filarach: nieruchomościach i wojnie w Iraku.
Pierwszy z nich pęka. Jeśli się ten filar zawali, to wtedy Stany n borykał się
z poziomem zniesienia wynikającego z wysokości spadku, jaki miał miejsce w
styczniu br. zniesienie.gif Na wykresie tygodniowym mamy białą świecę, co ma
sugerować, że trend jest nadal wzrostowy FUTUREStyg.gif Nie da się tego
podważyć. Na razie w średnim terminie mamy wzrosty. Potwierdzają to nawet
krótkoterminowe wskaźniki ROCtyg_fut.gif RSItyg_fut.gif Jeśli spojrzymy na
wykres dzienny to także na razie nie można mówić o zawracaniu trendu
wig20fut.gif Nawet jeśli tera rynek miałby spaść, to spadek ten należałoby
rozpatrywać jako korekta wzrostu. Dlaczego miałby spaść? Ostatnie wydarzenia
sygnalizują, że popyt nie ma już takiej siły jak miał jeszcze parę tygodni
wcześniej. Obecnie mamy faktycznie ruch w bok. Nowe maksy przypominają, z
jakim trendem mam w średnim terminie do czynienia, ale fakt, że nie są one
bronione nie świadczy dobrze o bykach. W środę rynek zachował się słabo. W
czwartek popytowi udało się w dużej mierze tą środową słabość przekreślić,
ale nie udało się tego dokonać w 100%. Nie zostały wykreślone nowe maksy. W
związku z tym środowa słabość jest nadal aktualna. Nie jest więc wykluczone,
że rynek podda się spadkowi, ale pewnie nie będzie on zbyt głęboki. Wydaje
się, że maksimum, na co mogą liczyć niedźwiedzie to poziom 1250-60 pkt. Na
wskaźnikach opartych na danych dziennych padły sygnały sprzedaży, co jest
kolejną przesłanką za oczekiwaniem na korektę RSIdzienny_fut.gif
ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif Nawet MACD jest już po sygnale
MACDdzienny_fut.gif Po ostatnich zachowaniach można przyjąć, że
prawdopodobieństwo spadku znacznie wzrośnie, gdy sesja we wtorek, albo nawet
już w poniedziałek zamknie się poniżej poziomu 1360 pkt.
Kamil Jaros