Reklama

Kredytobiorcy walutowi oddadzą 2,5 mld zł ekstra

Polacy coraz chętniej zadłużają się w walutach obcych. Banki wykorzystują ten fakt do pomnażania zysków. Mając pełną swobodę w ustalaniu własnych kursów sprzedaży walut, windują je znacznie powyżej poziomu rynkowego. Zarabiają na tym nawet 120 mln zł rocznie.

Publikacja: 07.08.2003 08:48

Najchętniej zaciągamy kredyty denominowane w euro, dolarze lub franku szwajcarskim. Od banku otrzymujemy jednak złote - kwotę stanowiącą równowartość przyznanej nam puli walut. Podobnie jest w przypadku zwrotu długu - raty są wyliczone w walucie, ale do banku wpłacamy złote. I tutaj jest haczyk - wpłaty i wypłaty dokonywane są po kursie wyznaczonym przez bank.

Skubanie klienta

Najbardziej sprawiedliwym sposobem rozliczeń na linii bank - kredytobiorca wydaje się zastosowanie kursu NBP lub bardzo zbliżonego do niego kursu z rynku międzybankowego. Tymczasem instytucje finansowe stosują własną wycenę walut, która jest wyższa od kursu banku centralnego ok. o 8-12 gr.

To oznacza, że bank pobiera od klienta większą kwotę w złotych od tej, którą sam musiałby wydać na zakup walut na rynku międzybankowym i odwrotnie: wypłaca mniej niż kupuje.

Grosz do grosza

Reklama
Reklama

- Banki starają się zarabiać w każdy możliwy sposób, a klient, podpisując umowę, godzi się na to - tłumaczy Robert Gwiazdowski z Centrum A. Smitha.

Według bankowców, swoboda w określaniu kursów zabezpiecza obie strony na wypadek zawirowań na rynku walutowym. W rzeczywistości jednak zapewnia większą ochronę pożyczkodawcy.

Suma kredytów denominowanych w walutach obcych w Polsce wynosi ok. 25 mld euro. Przyjęliśmy, że ich średnie oprocentowanie wynosi 5%, co oznacza, że roczne dochody wszystkich banków z tyłu tych pożyczek wynoszą 1,25 mld euro (ponad 100 mln miesięcznie). Średnia różnica między kursem euro w ośmiu największych bankach a wyceną NBP wynosi 10 groszy. Z tego wynika, że ściągają one od klientów dodatkowo 10 mln zł co miesiąc, czyli 120 mln zł rocznie. Powyższe obliczenia dotyczą tylko odsetek, a należy uwzględnić także kapitał oraz zysk przy udzielaniu kredytu. Czyli dochód banku jest zdecydowanie wyższy.

Wolna amerykanka

Przedstawiciele banków nie widzą nic nagannego w dowolnym windowaniu kursu walutowego. Nie chcą jednak wypowiadać się na ten temat oficjalnie.

- Klient korporacyjny może negocjować zapisy w umowie. Natomiast drobny nie ma wyjścia - wyjaśniono nam w BRE Banku.

Reklama
Reklama

Wątpliwości wzbudza również sposób tworzenia dziennych tabel kursowych. Przedstawiciele banków nie chcieli oficjalnie rozmawiać na ten temat, ale opisali generalną zasadę.

- Zespół analityczny ustala rano scenariusz zachowania się rynku i szacuje kursy walut. Następnie dodajemy po kilka groszy z obu stron, tu także nie ma reguły, ile - powiedziano nam w Pekao.

Pełna swoboda w ustalaniu kursu rodzi jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Możliwe, że banki znając terminy, w których spłacana jest największa liczba kredytów (np. ostatni dzień miesiąca, 10., itp.) mogą dodatkowo dokładać do kursu z tego dnia kilka groszy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama